czwartek, 16 sierpnia 2018

Trzeba mieć wielki takt, by skończyć trzeci akt (za Witkiewiczem)

Witam,
Najgłośniejszych osądów w karierze sędzia w stanie spoczynku Małgorzata Gersdorf dokonuje po przejściu w tenże stan. Wolna od ciężaru wyroku w sprawie indywidualnej zaczęła osądzać społeczeństwo, władze, mało całe państwa, by nie powiedzieć kontynenty. Uzasadnienie swego 'wyroku' w Karlsruhe wypełniła kwalifikacjami na miarę 'państwo o świeżej demokracji', 'okrzepłej demokracji', 'rodzina narodów', czy wręcz 'państwa izolujące się od spraw Polski- Niemiec w to nie wliczam'. Jak tysiąc lat minęło, tak Niemcy nie izolowali się od spraw Polski, co nie spotykało się ze szczególnym zachwytem, ale pewnie ze strony prawicowego wstecznictwa.
Nie mam skłonności do kategoryzowania ludzi wiekowo, gdyż w każdym pokoleniu, zawodzie, majątku, płci, wykształceniu są osoby godne czci, godne politowania, przyzwoite i sk... łe, tym nie mniej zachowanie byłej I. Prezes SN zdaje się potwierdzić bezapelacyjną zasadność cezury wiekowej dla tej rangi sędziów (być może ze szkodą dla wyjątków naprawdę szczególnych, ale tylko Stwórca umiał na całą Sodomę wyodrębnić tylko Lota z przychówkiem). Z wiekiem, wcześniej lub później, silniej lub słabiej, rozkładają się w człowieku nie tylko białka, ale przede wszystkim afekty, niestety życie ludzkie jest jak rzeka- im bliżej ujścia, tym ingerencja rozleglejsza, lecz i płytsza. Niestety sędzia Gersdorf demonstruje coraz silniej obsesję tysięcy równolatków, każdego w swym kręgu zainteresowań, by czczonym być dziesięć razy bardziej niż kiedy miała coś do powiedzenia, zaś odpowiadać już w sumie głównie nie za, a na pytania, o ile dosłyszane-coś jak poprzedni przywódcy Korei Północnej.
Dziś była łaskawa ponaglić F. Timmermansa (tego co zakłada pochodzenie od szympansa), by Unia szybciej 'coś' zrobiła z sądownictwem w Polsce. To coś, to konkretnie przywrócenie kilku starszaków do wysokopłatnego przedszkola, niestety zdaje się Temida współczesności nie spostrzegła, że panów Timmermansa i Guya (nomen omen) Verheugena bardziej ekscytuje demokracja dla Biedronia i usuwania ciąż, których i tak by nie byli w stanie począć, niż dla przemądrzałych starców, których cash zda się być mało stabilny (choć te głupie 10 tys. na 'życie na prowincji' pani pewnie ma, w kosmetyczce). Po prostu, jak Wałęsie, za dobrze poszedł jej pierwszy raz za granicą i myśli, że pożądanie nie gaśnie, z tym wyjątkiem, że w Karlsruhe z równą ciekawością wysłuchiwano by podstarzałej dziewczyny sądowego szamana z Botswany, a nawet większą, bo wiadomo, że nie będzie jeździć z misją nauczycielską po całej Unii. Niewątpliwie jednak właśnie w Botswanie, czy Królestwie Tonga jest podobna intuicja 'nadzwyczajnej kasty sędziów'.
Co budzi chwilowe zatrzymanie uwagi to jedno, ale co przerażenie to drugie. Poszła w swój stan spoczynku, nie marudzi w ZUS-ie bo nic jej, z przeproszeniem, nie obcięli, to marudzi w strefie Shengen (dowodu z legitymacją sędziowską nie zabierają), ale świat (normalny oczywiście) może trochę dziwić, że na czele Sądu Najwyższego Państwa, które jest wschodnią flanką NATO, dało światu Papieża i ma najwyższy w Europie stopień zrównoważenia rozwoju, stała do niedawna pani, która opowiada publicznie, że na 'koszt strony niemieckiej' przyjechała do Karlsruhe by być "pierwszym Prezesem na uchodźctwie", zaprasza 'prawników świata' do wspólnego wypracowania reguł praworządności itp. Nowości szczególnej nie wyraziła, bo 'staraniem strony niemieckiej' Polska miała już władze na uchodźctwie, tyle że na całkowicie własny koszt. 
Chamstwem już jednak jest żerowanie na miłośnikach Konstytucji, której nie czytali, opowieścią o tym, że jak kadencja jest określona na lat sześć to bezwzględnie przez cały tej czas pełni się funkcję. Otóż dawno pani była na pierwszym roku prawa, ale pamiętać wypada, że kadencja to maksymalny czas pełnienia funkcji (tak jak w przychodni napisali, że godzina wyznaczona w rejestracji nie jest godziną przyjęcia, a godziną oczekiwania na przyjęcie). Do pełnienia funkcji potrzeba zaś pewnych przymiotów, tu przede wszystkim bycia sędzią w stanie czynnym w ogóle, nie mówiąc o byciu w ogóle (choć co jasne życzę jak najlepiej).
Tak już jest ze wszystkimi godnościami z nadania, a nie z natury. Królewna np., nie musi przekonywać do swego statusu nikogo, bo nikt tego Jej nie nadał, a tym bardziej nie ośmieli się powątpiewać, może wyjechać jak będzie chciała, nawet do Acapulco i nie będzie Królewną na uchodźctwie, a Królewną z wizytą. Nie musi całej Europy zapewniać z łzami w pięknych oczach, jaka to jest piękna, dobra i mądra, bo nawet starym pederastom z Brukseli nie przyjdzie do głowy tego zakwestionować. W stan spoczynku nikt Królewny nie przeniesie, bo nikt nie ma uprawnień Jej zmęczyć. Królewna nie będzie bajdurzyć o konferencjach królewien świata, bo Królewna (nawet w baśniach) występuje w jednym egzemplarzu. Tylko godność naturalna jest nienaruszalna, wszystko co nadane, ma gdzieś tam prze... ne. Jak np. tzw. księżne, czy księżniczki. Stopniowo wychodzą z mody, a szybciej z urody; kiedyś komplementem było aktoreczka śliczna jak księżniczka, dziś dużo to już księżniczka śliczna jak aktoreczka. Królewny takie problemy nie dotyczą, jak mawiał kulawy, którego suka gryzła w protezę.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 16. sierpnia 2018 r.

środa, 15 sierpnia 2018

Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz Cudu. Miej serce i patrzaj w serce (za A. Mickiewiczem)

Witam,
Dzisiejsza Uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej jest Świętem Wojska Polskiego i dziękczynieniem za pierwsze plony. Kontrast? Nie. Matka żywi plonami, broni zbrojnym ramieniem i daje przekonanie, że nie do grobowej deski jesteśmy zaproszeni. Ma to na pewno symboliczny wymiar w tym, że w ołtarzu głównym katedry polowej WP znajduje się ogromna figura- nie rycerza, nie króla, a Kobiety- Matki Boskiej, której ochrona (nigdy napaść), gdy trzeba, przybierze każdy wymiar, także orężny. Taki był ten wymiar w, ludzkim rachunkiem beznadziejnej, chwili Bitwy między Ossowem a Warszawą równe 98 lat temu, gdy godziny zdecydowały, że dziś jesteśmy w Łodzi, a nie 'Kołchozodzi'. Tyle, że czy godziny? Czy zegarek, w końcu maszynka, może o czymś decydować? Odpowiedź jest podobna jak na pytanie czy pierwszy pokarm człowieka jest z Humany czy piersi Matki?
W 19 lat od Cudu nad Wisłą zbudowano nowe Państwo z trzech krain. Państwo, które pokonał dopiero obustronny atak w 1939 roku. Czego dziś jesteśmy świadkami? Skandalu prezydenta Adamowicza, który ostatecznie robi łaskę 'zapraszając' Wojsko Polskie na obchody 79. rocznicy napaści na Westerplatte, zapominając, że to on został niegdyś zaproszony tam, gdzie podówczas był niemiecki protektorat Frei Stadt Danzig. 'Zaprasza' Wojsko Polskie tam, gdzie podjęło obronę Państwa, jako siły zbrojne RP, a nie gdańska straż miejska obrony Długiego Targu. Na parę godzin przed doroczną defiladą Sił Zbrojnych pan Mroczek, za D. Tuska wiceminister Obrony, ma czelność wykłócać się w wywiadzie dla tvp info, które z pojazdów i statków wojskowych 'on kupił' i które wozy na defiladzie będą 'pisowskie', a które z 'za platformy', to już nawet nie podlega kwalifikacji prawnej, to jest chamstwo z użerania się lumpa na skwerze, ile puszek zebrał żeby dorzucić do wina.
Nowe Państwo zbudowano wiek temu dlatego, że był jeden Naród, nie tylko genetycznie, lecz także emocjonalnie,  że od Paderewskiego w USA, po Piłsudskiego w Tokio tożsamość tego Narodu w nieistniejącym Państwie demonstrowano- i świat, który nie wiedział nawet gdzie to jest (w Polsce, czyli nigdzie pisał dopiero co A. Jarry), od cesarza Japonii po Prezydenta Wilsona tożsamość tę respektował. Dziś w istniejącym, tożsamym i silnym Państwie w centrum Europy czytam, obrzydliwą nie słowem, a satysfakcją zdrady, zniewagę: Polska to jest dziwny kraj dziwnych ludzi... Piszę to z odwagą szaleńca, bo dzięki Izraelczykom i Amerykanom nie ma już na mnie paragrafu. O naszym narodzie można już pisać wszystko! (H. Martenka); niechby choć zamiast eufemizmów etnograficznych napisał wprost: 'dzięki Żydom w Ich państewku terytorialnym i imperium ekonomicznym'. Dziś polscy, pojedynczy, ale jednak, sędziowie polskiego Sądu Najwyższego, błagają międzynarodówkę o zawieszenie polskiego prawa, dla ochrony resztek okrągłostołowego Poczdamu.
W sto lat po dymisji Rady Regencyjnej potrzeba nowego Cudu nad Wisłą, ale i Łódką (bo już nie o punktowe miejsce tu chodzi), już nie wobec swołoczy Tuchaczewskiego, lecz trudniej- wobec arbitri gejowskiej elegantiarum, którzy także przez Polskę próbują przeprowadzić rewolucję ogólnoświatową, już nie na przewidywalnych bagnetach, a na nieprzewidywalnych bitcoinach.
Podkreślić jednak trzeba, że nie Uroczystość Wniebowzięcia, bo Cud nad Wisłą, tylko Cud nad Wisłą, bo Uroczystość Wniebowzięcia. Ojciec Święty Pius XII w dokumencie Munificentissimus Deus z 1950 r. uzasadnił dogmat o Wniebowzięciu Matki Bożej szeroko, lecz nie można ukrywać, językiem trudnym. Królewna nie mając, w przeciwieństwie do Papieża, obowiązku niczego definiować, przedstawia istotne prawdy jednym zdaniem. Np. Święta Anna jest Babcią Pana Jezusa. Mimo oczywistości nigdy na to nie wpadłem, i przez Królewnę, już nie wpadnę, prędzej, że Mojżesz był przybranym wnukiem faraona (co też jest prawdą).
Powodzenia, Łódź Bałuty, 15. sierpnia 2018 r.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Oby nie lepiej

Witam,
Jednym z podstawowych złudzeń współczesności jest mit o słuszności potrzeb ludu, wyrażany na ogół przekonaniem, że tzw. 'wszyscy' chcą, żeby było lepiej. Otóż nie, brak choćby urojonych powodów do ubolewania byłby największym ciosem w tożsamość społeczną. Nic nie tworzy silniejszej solidarności społecznej niż przekonanie, że jest źle, a przede wszystkim, że nie może nawet być lepiej, oczywiście w dostępnych nam realiach. Lud uwielbia poczucie krzywdy, tęsknoty i niesprawiedliwości, wyrażane na ogół mądrościami typu "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma", "lepiej już było", czy wymierające wraz z demencją świadków "za komuny było lepiej". Na przykład ludzie wcale nie chcą mieć solidnych pieniędzy, gdyż znacznie większą satysfakcję sprawia podejrzliwość 'skąd inni mają taką kasę', czy 'wszyscy to złodzieje', oprócz mnie oczywiście (nie żebym się brzydził, tylko mi się nie chce). Lud jest ostatnim, który chce być zdrowy, bo nic tak nie poprawia samopoczucia jak wymienianie się opowieściami o nowych, 'nieuleczalnych' oczywiście w 'tym kraju' chorobach. Niepodobna spotkać, poza telewizją, kogoś kto pochwali się wyzdrowieniem, natomiast kolejny stopień niepełnosprawności jest dowodem niespożytej energii i zaradności.
Jeszcze gorzej, gdy ktoś popadnie w złudzenie, że lud ma słuszne intencje, tylko wymaga wsparcia, choćby wzorem, pomysłem, czy elementarnym zaufaniem. Pogrążyłoby to lud w optymizm, od którego już prosto do nieba, a lud woli drogą pokrętną, najpierw pobiadolić na cmentarzu, potem ubawić na stypie, a za tydzień czekać całą Mszę do ogłoszeń, kto w tym tygodniu padół łez pożegnał. W 'dobre życzenia' dla ludu wierzy już tylko garstka pomysłowych, problem w tym, że takich spełnienie byłoby ciężarem nie do zniesienia. Prosta bałucka obserwacja.
Królewna np. uważa, za Arystotelesem, że wystarczy prawda, dobro i piękno, a przynajmniej ludzie będą dla siebie życzliwi. Pewnie by byli, tyle że to ostatnia rzecz której ludzie pragną, gdyż nic tak nie łączy jak poczucie wrogości. Kanclerzowi się zdaje, że jakby ludzie choć na czas pewien spróbowali zaufać prawu i matematyce, to świat stał by się przynajmniej przewidywalny. Pewnie by się i stał, tyle, że to dla ludu straszne, bo nic tak nie poprawia nastroju, jak przekonanie, że zaraz będzie gorzej. Ordynans uważa, że kiedy każdy zna swoje miejsce w szeregu, to nie wchodzimy sobie w drogę. Nawet na pewno, problem w tym, że dzień bez konfliktów to dzień stracony. Biznesmenowi się przyśniło, że jak będzie zapewniał dobrobyt 36 godzin na dobę to ludzie poczują się 'jak na zachodzie', niestety ludzie chcą wciąż czuć, że na zachodzie jest lepiej, a tu dupa i kamieni kupa, a kupowanie bez kolejki, to nie kupowanie. Kapelan sądzi, że ktokolwiek mu uwierzy w łaski niebieskie, podczas gdy ludowi wystarczą zielone, a ostatecznie złote.
Między bajki włożyć, że tylko 'piekło jest dobrymi chęciami wybrukowane', to niestety ziemia wybrukowana jest jak najgorszymi chęciami, za to 'dobrymi' zazdrościami.
Podczas jednak, gdy męska część przywołanych reformatorów dziwi się wciąż, że chcą tak dobrze, a  świat się im nie odwdzięcza, Królewna jest ponad to, gdyż, za Krasickim my rządzimy światem, a nami kobiety.
Powodzenia, 
Łódź Bałuty, 14. sierpnia 2018 r.

sobota, 11 sierpnia 2018

Wiele bywa, jedna jest

Witam,
W skomplikowanym świecie współczesnym jest coraz mniej miejsca na proste odniesienia pomiędzy normalnymi ludźmi. Bezustannie należy być pod wrażeniem, ale nie wypada być czegokolwiek po prostu pewnym. Warto nie móc z jakiegoś powodu zasnąć, ale po prostu spokojnie spać wstyd się przyznać. Zazdrość, nie wiadomo co prawda o co, budzą osoby zszokowane, ale politowania godni są ci, którzy po prostu są czegoś pewni.
Pewien kanclerz ma na ogół tak dużo czasu, że w efekcie wydaje mu się, że nie ma go nigdy. Każdego dnia bywa w tylu miejscach, że nagle wszystkie okazują się bardzo ważne, głównie dlatego, że wydaje mu się, że w nieważnych nie należy bywać. Podobnie co do spotkań z ludźmi, a zwłaszcza paniami. Skoro spotyka się tylko z najważniejszymi to przecież dlaczegoś. Jedna pani dyrektor wydziału jest zdecydowanie godna uwagi z racji odpowiedzialności za skomplikowane zadania, ale kiedy komplikacje przekroczą odpowiedzialność, może przestać być panią dyrektor i uwagi nie będzie znów aż tak godna. Pewna Inspektor ma tak rozległą władzę, że warto okazywać jej stałe zainteresowanie, ale gdy rozległość władzy zda się kurczyć powstanie pytanie: czy to zainteresowanie musi być tak bardzo stałe? Jest też pani profesor o niesłychanie szerokich horyzontach, że niepodobna nie starać się jej doścignąć, ale starania bywają nagrodzone i nagle doścignięcie okazuje się prześcignięciem. To może warto zajrzeć do prześlicznej koleżanki ze studiów, lata minęły, a tu uwikłana w tysiąc komplikacji pani mecenas, dla której komplementem pozostaje, że 'kiedyś to pewnie była ładna', tak jak dla Ani..., ale Rubik.
Czas mija, a kanclerz wracając prosto na Bałuty spotkał Człowieka normalnego, mało człowieka- Panią.
-Czym Pani rządzi? Życiem.
-Za co Pani odpowiada? Za siebie i tych, których Życie mi powierzyło.
-Jakie Pani ma horyzonty? Co dzień nowe.
-Czemu Pani tak piękna? Bo tylko ja się nad tym nie zastanawiam.
-To Kto Pani, na Boga, jest? Królewną!
-Po prostu? Po prostu!
Bo dyrektorek, inspektorek, studentek i profesorek bywa wiele, a Królewna jest jedna.
Powodzenia, Łódź Bałuty, 12. sierpnia 2018 r.

środa, 8 sierpnia 2018

Myśmy wszystko zapomnieli... (za Wyspiańskim)

Witam,
Jeśli spytać o Święto przypadające w sierpniu, to starsi będą wiedzieć o Matki Bożej Zielnej, młodsi europejscy o 'wolnym dniu w Matki Boskiej', młodsi pielgrzymkowi o Wniebowzięciu NMP, państwowcy oczywiście o Święcie Wojska i Cudzie nad Wisłą. Świąt wiele, data jedna-15. sierpnia. Teologicznie trzeba oczywiście wspomnieć o Wniebowzięciu, jako najstarszej prawdzie wiary wyłożonej przez Tradycję Kościoła, a jednocześnie najnowszym dogmacie, a także najpowszechniejszym tytule świątyń i parafii katolickich w Polsce.
Ciekawe jednak kto odruchowo wskaże natychmiast jakie (jeśli w ogóle) Święto przypadło niedawno. Ewentualnie może ktoś pamięta o ulicach 6. Sierpnia (w Łodzi np. powstałej na bazie 22. lipca, może żeby też  w wakacje?), ale chociaż ulica, to nie tędy droga. W poniedziałek bowiem przede wszystkim przypadło Święto Przemienienia Pańskiego (Transfiguratio Domini). Nigdy nie wiązało się (przynajmniej w Polsce) z dniem wolnym od pracy, nie jest więc 'świętem nakazanym', ani tzw. 'zniesionym'. Nie znam także (przynajmniej w obyczajowości katolickiej) żadnych przywiązanych doń rytuałów ludowych. Myślę jednak, nie aspirując do żadnych wyłożeń naukowych, że jest to jeden z najbardziej intrygujących obchodów w kalendarzu liturgicznym.
Analizując potocznie ciąg wydarzeń wspominanych przez Kościół, bez Święta Przemienienia Pańskiego doszłoby do Stworzenia, Odkupienia i Sądu Ostatecznego. Kondycja moralna ludzkości także nie znajduje w Przemienieniu jakiegoś szczególnego umocowania. Ważne też wskazać, że jest to wydarzenie bez udziału Matki Bożej, a w zasadzie w ogóle niepubliczne, będące przedmiotem wiary, ale nie wymienione w Symbolu.
Jest jednak wspominane i to w randze Święta Pańskiego (przenoszącego niedzielę w ciągu roku). W mojej skromnej ocenie z bardzo ważnego powodu. Przypomina. Apostołowie byli już pod wrażeniem takiego natłoku wydarzeń nadzwyczajnych: nauczania tłumów, cudów, rozesłania, ustanowienia hierarchii, że najpewniej do tego na swój sposób przywykli. Zakładali już pewnie, w najlepszej wierze, że trwać to będzie, a co więcej, że są tego świadkami. Golgota była jednak już niedaleko, czas więc było przypomnieć, nawet najbliższym Apostołom, a w zasadzie głównie Im, że nie dla raju na ziemi się to wszystko dzieje. Od objawienia w rozlewisku Jordanu, gdy Jezus 'chrzczony' przez Jana, został wprost, gestem i słowem, naznaczony przez Boga, minęło już ponad dwa lata; wskazanie posłuszeństwa zaczęło się rozszerzać pojęciowo na uczniów, przynajmniej w ich samopoczuciu- także na nich. Czas nadszedł by przypomnieć: Kto jest Bogiem, Kogo należy słuchać i Kto jedyny dostępuje prawdziwej Chwały, by niebawem podjął prawdziwą Mękę. Wydaje się, że na drogach Galilei coraz częściej czuli się współuczestnikami znaków, współnauczycielami. Na Taborze wobec samego Boga, w obecności Patriarchów dowiedzieli się, dyskretnie, lecz skutecznie, kim są wobec Boga, Kogo słuchać.
Nie podobna zapomnieć, że sam Zbawiciel będąc Bogiem szedł do Jerozolimy jako człowiek, między ludźmi. Wydarzenie Przemienienia jest drugim spektakularnym spotkaniem Jego między światami. Pierwsze miało miejsce, także ponad dwa lata wcześniej na Górze kuszenia, gdy drogę misyjną próbował rozproszyć diabeł; teraz na Górze Tabor drogę Ofiary umocnił sam Ojciec i wybrańcy Starego Zakonu; trzecie samotne spotkanie światów nastąpi na Górze Oliwnej, gdzie Aniołowie będą podtrzymywać ludzki wybór Boskiego Dzieła. Warto spostrzec, że tylko do tego jedynego ponadczasowego spotkania w czasie Bóg dopuścił ludzi. Głównie po to by unaocznić im, że nawet bardzo ofiarne i pomysłowe starania ludzkie (jak właśnie pozornie niezwiązane z Wydarzeniem stawianie namiotów) są niczym wobec Wszechmocy Pantokratora.
Symetryczne w oglądzie będzie Zdarzenie Wniebowstąpienia, tyle, że tam, po ciągu przeżyć rezurekcyjnych Apostołowie będą już wiedzieć po co przyszli. Pewnie dlatego Przemienienie jest tą przedziwną chwilą przypomnienia pośród codzienności, jak Jego obchód następuje dyskretnie, w środku wakacji. Tak dyskretnie, że i najpobożniejsi mylą Przemienienie z Przeistoczeniem, jak Niepokalane Poczęcie z Dziewiczym Macierzyństwem.
Spokojnego Święta,
Łódź Bałuty, 5. sierpnia 2018 r.

wtorek, 12 czerwca 2018

Rzeczywistość odczuwalna

Witam,
Od pewnego czasu można dostrzec, że laickie media wiedzą wiele rzeczy z przekonaniem znamiennym całkiem anachronicznym proroctwom. Zwróciło moją uwagę pewien czas temu zapowiadanie w prognozach pogody 'temperatury odczuwalnej'. Z pewną dozą realistycznego dystansu uświadomiłem sobie, że nie chodzi o nic innego niż pewną funkcję przy pewnej stałej, czyli relację rzeczywistej temperatury powietrza, wilgotności, prędkości wiatru (nie mówiąc już o kierunku) i ciśnienia. Nie wiem dlaczego uznano za tak wymowną temperaturę, równie dobrze można było wykreować np. 'wilgotność odczuwalną', czy 'wiatr odczuwalny'. Pani czy pan w shaw pokazywania na rzucie mapy nazw wybranych miast i odczytywania cyferek, informuje z emocjami zawodów MMA, że w Łodzi o godz. 6, będzie np. 21 st. C, ale odczuwalnie jeszcze ok. 15. Dobrze, tylko kiedy jest odczuwalnie 21? Skąd jakiś Pan w X stacji, gazecie czy portalu ma wiedzieć jak ja odczuwam N stopni? Byli, np w Krakowie grabarze, którzy byli tak obyci z tym i tamtym światem, że wykazując 7,5 prom., odczuwali niedosyt jak po dwu piwach. Mój śp. Ojciec zastanawiał się nad ckliwymi uniesieniami starszych dam, że skoro Warszawa to Paryż północy, a Zakopane to zimowa stolica Polski, to gdzie my właściwie jesteśmy? Eskalacją modelu 'temperatury odczuwalnej' stał się wskaźnik 'biometru'. W gazecie mam kilka cyfr o pogodzie w okolicach Łodzi (szczególnie kiedy na Bałutach jest duszny upał, a na Chojnach wietrzna ulewa), a przy tym informację: 'biometr niekorzystny', a ja akurat czuję się bardzo dobrze, bo np. obok przeczytałem, że Kancelaria Prezydenta zdigitalizowała polską czcionkę urzędową z 1928 r. i można tąż sobie zainstalować, choć nie jest oficjalnie rekomendowana przez KE. Co z tego, że pewna nader atrakcyjna Pani zapowiada mi z ekranu, że "wieczorem będziemy czuć się świetnie", skoro wiem, że jest 200 km ode mnie, a ponadto ma uroczego partnera, z którym właśnie wróciła z parady równości? Gazetki handlowe, których otrzymuję więcej w miesiącu niż w życiu odwiedziłem galerii handlowych wiedzą już trzy dni przed rozrzuceniem tych po skrzynkach, w czym będzie mi 'do twarzy', czego 'naprawdę potrzebuję na lato' i bez czego 'nie wyobrażam sobie urlopu' (nie pytając, czy wyobrażam sobie urlop).
Tak słowo wstukiwane może wiedzieć więcej i nic mi do tego. Tym nie mniej myśl prorocka tkwi w znacznie wyższych 'warstwach atmosfery'. Odczuwalna opozycja wie dokładnie co to jest demokracja, ale tylko 'odczuwalna', nie jest dla owej ważne kto to jest człowiek, ale kogo 'odczuwa' jako człowieka. Nie muszę przechodzić przez próg, by poinformowano mnie co 'odczuje' Europa.
Trybunał Konstytucyjny stwierdził w jednym ze swych odczuwalnie jednoznacznych orzeczeń, że m. in.: treść przepisów konstytucyjnych winna być analizowana w świetle standardów demokratycznego państwa prawnego, jak również z uwzględnieniem polskich tradycji i uwarunkowań społecznych. Nie podejmuję tu słowem kwestii prawnej, ale niepodobna zmierzyć się z ilością odczuć jaką musi przeżyć chcący realnie zastosować się do takiej dyrektywy. Musiałby jednocześnie odczuć światło standardów i to tak odczuwalnie jednoznacznych jak koniunkcja demokracji i prawności, uwzględniając odczucie polskich tradycji i uwarunkowań którym już przezornie przymiotu 'światła' nieprzydano. Wszakże standardy demokratyczne są odczuwalnie 'światłem', a polskie tradycje i uwarunkowania społeczne odczuwalnym cieniem, który niestety należy uwzględnić na drodze do odczucia się Europejczykiem.
Myslę, że ważne jest by nie tylko dla każdego biometr był odczuwalnie korzystny, ale był miał po temu nie tylko odczuwalne, ale rzeczywiste przesłanki, które towarzyszący niekoniecznie muszą odczuwalnie jedynie uwzględniać.
Powodzenia, Łódź Bałuty, 12. czerwca 2018 r.

niedziela, 10 czerwca 2018

Społeczna szkodliwość

Witam,
Kryterium społecznej szkodliwości jest jednym z najważniejszych elementów struktury każdego czynu zabronionego. Tak jego typu, jak oceny czynu poszczególnego. Jest jednym z kryteriów kryminalizacji w ogóle, czyn może być jako taki zabroniony, lecz przy znikomej społecznej szkodliwości nie stanowi przestępstwa, co jest przesłanką blokującą postępowanie skierowane ku egzekucji odpowiedzialności karnej. Stopień tejże szkodliwości jest określony kryterialnie, a sam w sobie stanowi jedną z podstawowych dyrektyw wymiaru kary indywidualnej. W przypadku tzw. 'uprzywilejowania' niektórych typów przestępstw przekłada się na znamię 'mniejszej wagi'. Tradycja literatury przedmiotu wskazuje ponadto, że to właśnie kryterium jest wyznacznikiem hierarchicznej chronologii typów w części szczególnej Kodeksu.
Obserwuję jednak istotną dezorientację we właśnie stricte społecznym odbiorze tego znamienia. A, że 'odbiór społeczny' to generalnie media, ulica i zagranica, nie trzeba przypominać. Za szkodliwe społecznie uważa się oczywiście: zabójstwo (nie każde!), naruszenia nietykalności seksualnej (in specie przez duchownego)- choć tu nieraz trudno rozróżnić między odczuciem pokrzywdzenia czynem, a brakiem czynu, kradzież, przemoc w rodzinie (w 'stosownym' rozumieniu) oraz, coraz częściej, domaganie się ochrony prawnej dla np. tożsamości małżeństwa, życia w każdym wieku.
Nie przypadkiem użyłem pojęcia 'poczucie pokrzywdzenia'. W odbiorze społecznym, a coraz częściej orzeczniczym (nie teoretyzuję) społeczna szkodliwość jest utożsamiana z pokrzywdzeniem indywidualnym. Ma to nader istotne przełożenie na zlanie procesowych instytucji pokrzywdzonego oraz 'osoby zawiadamiającej o przestępstwie, wskutek którego doszło do naruszenia jej praw', z istotną eliminacją tej drugiej.
Zdaje się zanikać poczucie istnienia w legislacji typów przestępstw, w których pokrzywdzenie może być wyłącznie zbiorowe (społeczne), a są one wysoko postawione w przestępczej hierarchii. 
Czytam ostatnio, w kontekście typów z art. 133 KK, art. 55a ustawy o IPN, i kilku innych, wiele niepojętych bzdur w rodzaju: czy prokuratorzy nie mają nic do roboty? chcą się przypodobać ministrowi, prezesowi, kotu i komu tam jeszcze; jestem Polakiem i wcale nie czuję się znieważony; niech się zajmą prawdziwymi przestępstwami... Wypaczenie ujawnianego poczucia tożsamości media i magdalenkowi demokraci wypracowali dawno, do tego stopnia, że nawet bardzo konserwatywne staruszki, z którymi rozmawiam, uważają lżenie Narodu za 'skandal niepojęty', ale żeby znowu przestępstwo? Przecież torebki nikt nie ukradł... Wypaczenie instytucji wolności słowa, do rozumienia jako brak odpowiedzialności za słowo, tak- do tego stopnia, że 'ekspert' z Helsińskiej Fundacji... kłamie wprost, że satyra uchyla bezprawność (!), albo ekspert nie wie co to jest kontratyp, albo przyjmuje, że słuchacze nie wiedzą, a pewien jestem, że to drugie.
Tu jednak właśnie o społecznej szkodliwości. Pominięciu świadomościowemu ulega, że najwyżej społecznie szkodliwe są czyny, które nie krzywdzą pojedynczego obywatela wprost, lecz tworzą atmosferę nicości stojącej za prawem. Boga i Jego Praw już za Konstytucją de facto nie ma, manifestacyjne tworzenie klimatu dla laksyzmu pojęcia przestępczości nie schodzi z ulic, jak nie oburzeni, całkowicie niezrozumiałą dla nich, reformą sądownictwa, to 'damy' i ich 'huzary' z wieszakami i parasolkami, jak nie to, to niedocenieni homoseksualiści, oburzeni, że rzeczywistość wymaga od nich czegoś poza szczyceniem się dewiacją, autorytet Kościoła traktowany jako argument uchodzi za anachroniczny nietakt. Pozostał autorytet Rzeczpospolitej i powaga Narodu. Długo ma nie pozostać, bo europeizm, ksenofobia, polityka historyczna... Zniewaga i oszczerstwo RP, Organów konstytucyjnych, większościowych wyznaniowo i narodowościowo grup ludności jest coraz częściej nie tylko z for internetowych, pisaniny sorosowskiej, ale i zza ław orzeczniczych, traktowana jako społecznie szkodliwa w stopniu subminimalnym albo w ogóle 'wprost intrygująca w nowoczesnej demokracji'; bo przecież są prawdziwe przestępstwa... Są i będzie tych coraz więcej, z wielu względów, lecz jeden, nie dostrzegany, jest niezmiernie poważny.
In quarto Bóg powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją..., nie 'bądź im posłuszny', nie 'bój się ich', nie 'wierz im ślepo', ale czcij!
Nie będzie nikt traktował poważnie tego kogo nie szanuje, nikt nie będzie zważał na wskazania tego, którego przed chwilą okpił.
Nie będzie posłuszeństwa, zaufania, obawy przed naruszeniem praw Rzeczpospolitej, jeśli nie będzie czci dla samej Rzeczpospolitej. Nikt nie będzie miał obaw przed zabójstwem, kradzieżą, lubieżnością jeśli będzie się obawiał tylko kryminału, a nie potępienia swych Rodaków. Dlatego czyny formalne z art. 133 KK noszą najwyższy stopień społecznej szkodliwości.
Sto lat różnie doświadczanej niepodległości, dla niektórych o sto za wiele... Drzymała do wozu, dzieci do Wrześni, Wyklęci do lasu, a 'nas'... niech pali pieniążek moskiewski.
Łódź Bałuty, 10. czerwca 2018 r.