Pokazywanie postów oznaczonych etykietą de Civitate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą de Civitate. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2019

Requiescat in pace

Witam,
Ostatnim jestem sojusznikiem politycznym śp. Pawła Adamowicza, zabitego Prezydenta Gdańska. Morderstwo, które nastąpiło nie znajduje jednak cienia usprawiedliwienia, przeciwnie: zasługuje na najcięższe potępienie. Przypomina zamach na Prezydenta Narutowicza, którego też dopuścił się maniak nienawiści. Nie sposób nie wołać- nie o odpowiedzialność jakiegoś przedsiębiorcy ochrony, wprost: gdzie były służby publiczne? Czy w Gdańsku nie ma straży miejskiej? Zabicie każdego Człowieka jest zbrodnią, której nic nie usprawiedliwia (poza kontratypem), ale tu doszło do demonstracji bezprawia. Dziś brak skutecznej i równie demonstracyjnej reakcji ustawowej. W przeddzień Święta Nawrócenia Świętego Pawła wspominam, że niedawno kanonizowany Papież Paweł VI- Imiennik Zamordowanego, też doświadczył takiego ataku, o czym mniej wiadomo niż o zamachu na Św. Jana Pawła II. Na Filipinach zamachowiec zaatakował Go, także nożem. Przez Niego modlę się za Duszę śp. Pawła Adamowicza i o porządek elementarny. Pamiętam jednak, że niczyje życie nie będzie nietykalne jeśli czyjekolwiek się podważa. Kult przemocy- szczególnie w mediach, dopuszczenie aborcji na żądanie, eutanazji, zamarzania bezdomnych to klucz dewaluacji Życia. Wtedy zabójstwo staje się jedną z metod 'dyskursu'. Każdego z nas ten 'argument' może spotkać. To pytanie nie do potencjalnych sprawców, a do potencjalnych Ofiar- na co czekam?
Łódź Bałuty, 23. stycznia 2019 r.

wtorek, 18 grudnia 2018

Iugum Tuum est suave et onus leve

Tymi spostrzeżeniami zawartymi w Psalmie, niekiedy do dziś potwierdza się nałożenie słuły przed czynieniem z owej pomocy swej posługi. Stuła bowiem jest jarzmem i ciężarem- z wyboru w pewniej mierze,  wziętym nie dla przyjemności próżnej, lecz dla bycia wszystkim dla Wszystkich.
            Kto nałoży stułę in radice nie nakłada Tej dla ozdoby, przekazuje Tej wstęgami Władzę nie do niego należącą, Władzę Wieczystego Kapłana, którą chciał powierzyć komu tylko chciał.
            Zapomnieliście w swym publicystycznym zapamiętaniu o targowisku próżności motywowanym wspomnieniami o dzisiejszym Jubilacie Henryku Jankowskim, urodzonym w Starogardzie Gdańskim 82 lata temu. o prostej rzeczywistości. Nie był tylko Księdzem (to tytuł kurtuazyjny), nie był tylko Kanonikiem (to miejsce w chórze Archikatedry Oliwskiej), nie był tylko Prałatem (to wyraz Jego jedności  z Kościołem Rzymskim); nie był tylko Beneficjentem szeregu tytułów i odznaczeń Coś ważnego pośród Ziemi niosących.
            Był nade wszystko Kapłanem z Wyboru Pana Naszego Jezusa Chrystusa.
                Opowiadają dziś media, pozoranci życzliwości (Opatrzność wie, że nie wiedzą co czynią), że wiele, ale dla swej miałkiej odpowiedzialności, zbyt mało ‘wiedzieli’ o Księdzu Jankowskim. Pytam o Kim?  O Henryku, którego osiemdziesiąte drugie Urodziny dziś wspominamy, Kapłanie Gdańskim in aetrenum, czy Człowieku, którego Pan postawił na wyzwanie? Spójrzmy, iż                      w Jego Osobie Stwórca przypomina Aarona, który był administratorem Mowy Pańskiej i majątków Pańskich; orężnego, lecz i padającego.
            Chcielibyście wyzbyć z ekspozycji Waszej Stułę posługiwaną przez Księdza Henryka Jankowskiego. Siebie Się wyzbyć pragniecie. Nie pomnicie ile razy ostatnią szansę Pojednania, w Tej lub podobnej Stule Ksiądz Henryk lub Jego Bracia Kapłani dali Waszej Siostrze, Bratu przystępującym do osławionych Spowiedzi w strajkującej Stoczni; nie pomnicie ile odejść przed Tron Boży dokonywało się w objęciach Tej Stuły.
            Nie pomnicie wreszcie, że świat upadający nie przybywał do Brygidy, lecz Świętej Brygidy, nie do Henryka Jankowskiego, a Kapłana Hanryka z ordynacji gdańskiej, nie do jakiegoś tam ‘spotkanka’ lecz do Parafii, czyli wspólnoty Wiernych utworzonej w terytorium.
            Nie dotykajcie Dyrektorze Znaków, które służyły nie tylko Wam.


                        Z ogromnym spodziewaniem Waszej rozwagi (-) Szymon Różycki

piątek, 14 grudnia 2018

Do Pani Barbary Nowackiej


Proszę Pani,
            Zwracam się do Niej w trybie otwartym, wszakże sama Pani publikuje Swe determinaty dla rzeczywistości społecznej  i rości publicznie o tych poparcie.
            Jest oczywistym, że moje odniesienie mieści się w stanowczym sprzeciwie do, pozornie nagłej, kampanii nienawiści względem śp. Księdza Henryka Jankowskiego, zmarłego w 2010 r. Kapłana Archidiecezji Gdańskiej, światowej Sławy społecznika, orędownika godności ludzkiej jako dobra genetycznego, niezależnego od jakiejkolwiek kondycji politycznej czasu i nastroju miejscowego. Godności, która jest jedna, wyłożona w Słowie Stwórcy Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Myśl Boską pragnie kontynuować aktualny państwowy Akt Zasadniczy w tego art. 30, lecz interpretacja zaangażowanych w reżyserię codzienności, w tym Pani, zmierza ku przekonaniu, że interpretator wie lepiej czym jest Godność, od Jej Dzierżyciela, o Dawcy nie wspominając, szczególnie w momencie gdy wyrazem grzeczności dla Boga zdaje się być pomijanie Jego Istnienia i Sprawstwa.
            W Swym niedawnym przedłożeniu dla portalu WP (z 7. grudnia br.) wykazała Pani, że sama osoba ‘pana Jankowskiego’, a szczególnie Jego rzekome przestępstwa w istocie niewiele Ją obchodzą. Nie dziwię się, Księdza Jankowskiego w życiu Swoim Pani nie spotkała, śmiem przypuszczać, że w czasie Jego duszpasterskiej i ogólnopublicznej aktywności nie miała Pani na tej temat szerszej orientacji, innej przynajmniej niż komentarze do komentarzy w okresie postępowania przygotowawczego z inspirowanych wyłudzeniami oszczerstw w 2004 r. Potwierdziła Pani natomiast moje niewzruszone przekonanie, że zaiste niepospolita Postać +Księdza Henryka Jankowskiego, Jego standard Słowa-twardego, otwartego, pewnego Swej racji, Jego stosunek do dóbr materialnych, jako narzędzia godnego powagi i odwagi stosowania w słusznym celu, Jego gest patronalny w myśl zasady darmoście otrzymali, darmo dawajcie, jest dla bliskiego Jej środowiska politycznego zwykłym narzędziem.
            Narzędziem do obrzydzania religii i tożsamości katolickiej, ale Tym którzy są w stanie być na to podatni, którzy (a jest Ich wielu) ulegną temu co ‘głośniej’ i z silniejszą demagogią. Bogaty ksiądz, mieszający się w politykę, a do tego zboczeniec, nie jakiś tam miły gej, a pedofil, jako makieta prowokująca nienawiść do Kościoła, czyli Boga, czyli Człowieka, toż to mechanizm, tak sprytnie prosty, że sam diabeł musiał wpaść na taki pomysł, i to dość skutecznie.
            Po co? Diabeł wie, że dziel to rządź, więc dzieli, jątrzy. Tu opowiada Pani czułe słówka o młodych chłopcach, którzy podawali alkohol, a 6. stycznia, w Uroczystość upamiętniającą Mędrców ze Wschodu, którzy przyszli aby oddać pokłon Mądrości Stworzenia, rozpocząć ma m. in. Pani zbierać podpisy pod jakąś formą inicjatywną ku likwidacji, potwierdzonego także świecką Konstytucją, chrześcijańskiego dziedzictwa Narodu, pod hasłem ‘rozdział Kościoła od państwa’. Jakiego Kościoła? Czy tego, który Polsce przyniósł uniwersum etyczne, alfabetyzację i obecność w światowym rozwoju nauk i technologii, solidarność pokoleń, grup społecznych, tradycję wieków, świadomość, że jeśli jest na Ziemi centrum to nie narzucone, a zaproszone-wprost z Rzymu, od grobów apostolskich? Nie, chodzi o ‘kościół’ przez m. in. Pani środowisko mentalne ubzdurany, klub czynnych zboczeńców, katów, krzywdzicieli dzieci, narzucających stawianie sobie pomników. To ma być, cytując Panią myśl progresywna. Dokąd jednak ów ‘rozwój’ ma prowadzić? Do nihilacji. Polska to bowiem w ogromnej większości Kościół. Kościół jest bardzo dotkliwie opodatkowany- ok. 97 % obywateli; komisja ‘gruntowa’ pokrzywdziła obywateli nie oddając całości zagrabionych instytucjom kościelnym nieruchomości, bo potrzebne są te obywatelom najszerszego spektrum- księży sierot, bezdomnych, bezrobotnych, nie mających gdzie się kształcić jest bardzo mało; symbole religijne są i będą w przestrzeni publicznej, gdyż jest publiczna, czyli jest przestrzenią Tego co publicitus pragnie się wyrazić. Bóg nie potrzebuje Siebie symbolizować (skracać), potrzebuje tego Człowiek, gdyż nie ogarnie Jego rozmiaru. Ogromna większość tego co stanowi przekaz historii ludzkości to właśnie symbole religijne, gdyż nie ma racji bytu stworzenie bez swego Stwórcy.
            Potrzeba silniejszej reakcji na pedofilię w Kościele? Tak, potrzeba, tak jak na lansowanie wszelkich zboczeń. W Kościele, czyli u wszystkich ochrzczonych. Potrzeba silnej, jednoznacznej reakcji na przestępczość przeciwko czci  i nietykalności cielesnej, zwłaszcza godzącej w Dzieci. Ma tu Pani ogromne pole zainteresowania. Najbardziej masowym przestępstwem przeciw nietykalności cielesnej Dzieci, jest Ich zabijanie przed urodzeniem, dziejące się ku tragedii głównie w Kościele. Ogromna większość sprawców i ofiar aborcji nie będącej środkiem wyższej konieczności to osoby ochrzczone, często w jakiejś mierze świadomie praktykujące swe członkostwo w Kościele. Pani jednak, wzorem Borusewicza, nie zamyka oczu na krzywdę Dzieci, Pani zamyka Dzieci- w pojęciu ‘zlepku komórek’.
            Dobrze przynajmniej, że jest Pani w miarę szczera. Nie musi Pani szczególnie udawać, że Ksiądz Jankowski obchodzi Ją więcej niż śnieg zeszłoroczny. Obchodzi Panią współczesna, żyjąca Hierarchia Kościoła, bo o ‘płodach niechcianych’ mówi odważnie: to były Dzieci. A problem w tym, że obrona przed Dziećmi, tymi które czekają Swego miejsca na świecie, gdyż wynika to wprost z normalnej seksualności ludzi, jest jedynym argumentem funkcjonowania politycznego Pani i Jej środowiska.
            Przed Uroczystością Narodzenia, a szczególnie Objawienia Pańskiego życzę szczególnie, by za Mędrcami inną drogą powróciła Pani do Swej Ojczyzny.
Łódź Bałuty, 14. grudnia 2018 r.

sobota, 24 listopada 2018

Świat nie dla Tego Królestwa?

Witam, 
W wigilię Uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata należy zwrócić uwagę na spotocznienie tego ważnego Tytułu. Nie jest to bynajmniej moje wyłącznie spostrzeżenie. Już Papież Pius XI ustanawiając obchód tej Uroczystości encykliką Quas primas w 1925 r. zwrócił uwagę, że Chrystus Pan Królem jest i mianowania Go przez Kościół nie tylko nie potrzebuje, ale Kościół nie jest do tego zdolny. Ludzkość natomiast, wtedy wstrząśnięta wielką wojną i kryzysami, dziś  dramatycznie drastyczniejszymi doświadczeniami, potrzebuje uświadomienia, że zawiodła się i zawodzi, ale co najważniejsze zawodzić będzie, na wszystkich królach, dominacjach i przełożeństwach ze swego ustanowienia. Porażającą w swej szczerości wymową Uroczystości jest, że świat nie zawiódł się wyłącznie na Królu nie będącym z tego świata, co sam wypowiedział wprost Piłatowi. Obchód Chrystusa Króla nie dodaje Mu żadnych uprawnień, skoro wszystkie te ma, zadaje natomiast dziś tak zagłuszane pytanie: skąd jest królestwo człowieka, każdego, pojedynczo i w strukturze społecznej, rodzinnej, państwowej, zawodowej? Czy nie jest owo z tych miejsc, o których nałogowo niemal wspominamy, często nawet niezasłużenie, z najwyższą odrazą? Od kogo oczekujemy sprawiedliwości, skoro o wszelkiej władzy z którą mamy styczność, z sądowniczą na czele twierdzimy, że jest niesprawiedliwa, od kogo oczekujemy dobra, skoro w hierarchii nad sobą dostrzegamy wciąż korupcję i roszczeniowość, od kogo oczekujemy zrozumienia, skoro wciąż natrafiamy na obojętność i lekceważenie? A czegóż właściwie  oczekiwać? Ojciec Św. wyraźnie to podkreślił. Społeczeństwa, a dziś nie tylko się to nie zmieniło, co postąpiło w zastraszającym tempie, oczekują prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju, pod jednym warunkiem, że bez Boga. Fundamentem tragedii jest jednak, że jest to niemożliwe. Przymioty te, wyśpiewywane we właściwej prefacji, są przymiotami Królestwa Chrystusa i bez Niego nigdy nie uposażą stosunków ludzkich, w państwach, zakładach, domach, także w instytucjach Kościoła. Modernistyczna wizja społeczeństwa opowiada brednie o wzbogaceniu ludzkości wolnością od religianctwa, klerykalizmu, o demokracji, laicyzmie, pluralizmie poglądów nie przez wrogość, a przez dyskretne usunięcie invocatio Dei, pominięcie Znaku Krzyża Św., usunięcie katechezy i liturgii z rzeczywistości publicznej, eufemizację praw, tak by trudno dostrzegalnie tylko kolidowały z Dekalogiem. Dzisiejsza Uroczystość przypomina, że ten zabieg prawno-mentalnościowy jest wyproszeniem Chrystusa z tego świata, a przez to, o czym już modernizm milczy- zasad Jego Królestwa, właśnie prawdy i życia, świętości i łaski, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Państwo ziemskie, od przydomowego, po transkontynentalne, przez indyferencję religijną nie staje się rajem na Ziemi, przestrzenią nieskrępowanej życzliwości, zrozumienia i bezinteresowności, staje się antynomią Królestwa Chrystusa: piekłem kłamstwa i śmierci, niegodziwości i bezwzględności, przemocy, nienawiści i wojny. Niepojętej ślepoty trzeba by nie widzieć, że tak jest tu, w demokracji, Unii, nowoczesności, tam gdzie coraz rzadziej wypada się przeżegnać, gdzie 'religia jest sprawą prywatną'. Niepojętej demencji trzeba by nie pamiętać ile razy ostatnio pomstowałem na 'ten kraj', 'ten świat', 'te władze', a mimowolnie przyzywałem Dobry Boże, Jezus Maria... 
Chrystusowi nie potrzeba haseł, intronizacji, kolejnych tytułów do państwa, miasta, domu, czy parafii,  w których nie jest On uważany za Prawodawcę, za Sędziego, za Rządcę, czyli za Króla. Społeczeństwu potrzeba powracać do Chrystusa jako Króla, by cokolwiek móc ubłagać z Konstytucji Jego Królestwa. Społeczeństwu tu w Polsce, w tych przerażających dniach, gdy nawet o politycznej suwerenności mówi się już jako o ciekawostce słownikowej, potrzeba odpowiedzieć na twarde Słowa Pańskie Królestwo moje nie jest z tego świata świadomym wezwaniem Modlitwy Pańskiej adveniat Regnum Tuum!
Chyba, że świat ten nie jest już dla Tego Królestwa.
Łódź Bałuty, 25. listopada 2018 r.

wtorek, 20 listopada 2018

Co ludzie robią, a co ludzi obchodzi?

Witam,
O wieloznacznych, a po prostu niedomówionych, sytuacjach związanych z możliwymi transferami na rynku międzybankowym i udziałem w tym instytucji będących jednocześnie przedsiębiorstwami i organami Państwa słyszy się ostatnio wiele. Nie ma co tu analizować szczegółów, poza prostym spostrzeżeniem, że gdy patologiczne są zasady to patologiczne będą efekty, a żerowisko medialne trwa na zasadzie shaw must go on. Wszakże, gdyby nie patologie to ostały by się tylko programy religijne, historyczne, o kosmosie, zwierzętach i społeczeństwach dzikich, czyli w zasadzie ekranizacja Starego Testamentu z komentarzem.
Na marginesie jednak wydarzeń bankowych trafiła się intrygująca wypowiedź. Z niedzieli na poniedziałek w gmachu Ministerstwa Finansów odbyło się spotkanie kierowników instytucji które i pieniądze mają i o pieniądzach rozmawiają (więc raczej nie gentlmens) pod mylącą nazwą Komitet Stabilności Finansowej. Odbyło się i tyle, mogło odbyć się tam i wtedy, mogło po lunchu w willi, hotelu, czy gdzie da się zsynchronizować podsłuch i szumidła, mogło wreszcie w ogóle, bo i tak wszyscy wiedzieli czego drugi na pewno nie powie. Tym nie mniej Przewodnicząca Lubnauer,  z chłodną ścisłością godną matematyka, wyraziła poważny lęk stanem finansów Państwa, bynajmniej nie z podstaw rachunkowych, a dlatego, że 'sama pora takiego spotkania budzi najwyższe obawy'. Oczywiście Przewodnicząca zaiste nie wygląda na swoje dostojne lata, ale nie przypuszczałem, że ikona .nowoczesności ulega atmosferze grozy na miarę 07 Zgłoś się: noc, ministerstwo, stabilność finansowa, podsłuchy, normalnie jak na Zachodzie.
Znacznie spokojniej awangarda .nowoczesności podchodzi do konserwatywnego porubstwa. W okresie intensywniejszych marszów równości (tj wtedy gdy fronty partnerów są odpowiednio wyrównane, bez zbędnych wypukłości), jedna z towarzyszek dr. Lubnauer opowiadała, że 'nas nie interesuje co dorośli ludzie robią ze sobą nocą'.
No i dobrze. Tak ma wyglądać nowoczesna demokracja. Panie z Sejmu i okolic powiedzą ludowi i władzy: w nocy dorośli mają dyspensę na pożycie (w ostateczności małżeńskie), a nie po biurach siedzieć i światło palić za państwowe pieniądze.
Jest jeszcze jeden problem, poważniejszy. Tak w ogóle zdanie na powyższe tematy Tej Pani, Jej Koleżanek, Kolegów powinno pozostać Ich zdaniem. W realiach demokratycznych urasta jednak do rangi 'stanowiska', 'wyrażonej opinii'. Oczywiście nikt, ze mną włącznie, nie musi się tym przejmować. I to również w istocie jest prawdą. Kwestia natomiast w tym, że gdyby z wypowiedzi osób pełniących funkcję w organach obieralnych odrzucić wszystkie nieistotne faktycznie prywatne opinie, identyczne co do joty z gadaniną słyszalną na przystanku, targowisku, w palarni, poczekalni, to pozostało by głównie: nie chciałbym się w tej sprawie wypowiadać.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 20. listopada 2018 r.

sobota, 17 listopada 2018

Cóż za korzyść dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?

Witam,
Słuchacze Zbawiciela w naturze mieli pewnie bardziej oczywistą intuicję odpowiedzi na pytanie zasadnicze niż po dwu tysiącach lat. Na pytanie tytułowe odpowiedź bowiem nie pada, gdyż zawarta jest w samej owego konstrukcji matematycznej, czy może istnieć wynik dodatni odejmowania: wartości światowe minus wartości duchowe? Dwa tysiące lat temu wiedza empiryczna o świecie, a stąd i tegoż wartości wymiernej była daleko mniejsza niż dziś, odwrotnie proporcjonalnie do wiedzy o duszy ludzkiej, która dziś przestaje być przedmiotem wiedzy, dalej: jest obiektem 'naukowej' negacji.
Pytanie Zbawiciela ma więc nagle warianty odpowiedzi. Z przewagą: 'świat cały zyskać' to korzyść ogromna, niemal nieosiągalna, podczas gdy 'utracić duszę' to iluzja, gdyż jak utracić coś czego nie ma? Perfidniejsi humaniści nowoczesności, powiedzą pluralistycznie: 'dusza jest tak wzniosła i nietykalna, że nie da się jej utracić', zwłaszcza gdy dodadzą do tego, że dusze wędrują sobie z kwiatka na pieska i kryształ górski, z pominięciem zlepków komórek i embrionów nadliczbowych oczywiście. Osoby myślące trzeźwo nie będą się przejmować jednak analizami dylematycznymi, dusza duszą, szczególnie nie moja, a świat czas zyskiwać, bo czas to także pieniądz.
Idealnie w drastyczność tego, dosłownie rozumianego, pytania oraz niedawne tutejsze spostrzeżenia o służbie pieniądzom i posługiwaniu się pieniędzmi czy przerażającym Cyrku Nerona w EC 1 wpisuje się działalność i profil intencjonalny Gyorgy'ego Schwartza, znanego jako George Soros. Jest to obrosły całkowicie zasadnymi oskarżeniami starzec eksplikujący wszystko co mieści się w kategoriach 'kryminogenność'. Długo by trzeba i być może będzie trzeba o kierunkach, problem dzisiejszy to jednak wskazanie istoty. Obliczem moralnym tego człowieka jest przelewanie zła własnego na podatne otoczenie; odwrotność zasady wzorujcie się na mnie bo jestem najlepszy, wątpię czy wam się uda... tzw. Soros pokazuje: nie ma dla mnie innych wartości niż pieniądz i pogarda, po co wam inne? Coś jak u nas Urban. Żyd, ale bezbożny, po co więc Narody mają szanować Boga, skoro widzą, że on świat cały zyskuje, dusza coś długo się kołacze, a Bóg to co najwyżej jeden z reliktów 'społeczeństwa zamkniętego'. Zapomnijmy, że syjoniści (ekskluzywa żydowska przeróżnych proweniencji) nienawidzą katolicyzmu i narodów mających katolicyzm za duszę swej tożsamości (Polaków specialite) z nakazu religii mojżeszowej. Tak może bywało w kahałach podolskich w XIX w., czy w stosunku do mojego Imiennika w XV- wiecznym Trydencie. Dzisiejsze 'środowiska pochodzenia żydowskiego' najpierw znienawidziły (a w zasadzie porzuciły) swoją religię, by kolejno drwić, a następnie wprost zwalczać religijność katolicką. Niestety to my pokazujemy, że tak łatwej gleby do wyrwania z tożsamości religijnej jak w Europie Zachodniej i Centralnej nie ma wśród najdzikszych ludzi. Urban np. z lubością wspominał w Alfabecie..., jak 'śmiesznie' było, gdy w okupację opowiadał na lwowskim podwórku, że rodzice są tak głupi, że ksiądz uczy go żegnania się, by myślano, że są chrześcijanami. tzw. Soros nie musi czuć się związany lojalnością z żadnym Państwem, bo wszędzie nie jest u siebie, więc wszędzie wszystko mu wolno, przynajmniej tak uważa i nikt mu tego nie wyperswadował. Urodził się co prawda na Węgrzech i tamtejsza biurokracja przeadministrowała w porę dane osobowe jego rodziny by zachowali czasowy dystans z Narodem Wybranym, ale nie powoduje to żadnych sentymentów w stosunku do Państwa Węgierskiego. Karierę zrobił w Anglii, ale nie do tego stopnia się poddał się Królowej by nie wyspekulować częściowego bankructwa Bank of England. Kiedy zaczął być liczącym się podatnikiem amerykańskim to bardzo chętnie, ale na Antylach Holenderskich. I tak dalej, wasze ulice-nasze kamienice. Przesłanie dla świata: skoro ja mogę zdradzać kogo chcę, z żonami włącznie, to kto wam zabroni? Bóg, Honor, Ojczyzna? Żeby to wszystko było w miarę przekonujące potrzeba pieniędzy. Pieniądze najlepiej jednak zarabiają same na siebie, nie traktujmy ich więc jako narzędzia, a służmy im, to się odpłacą, a że pan, któremu się służy żąda wyłączności, w czym problem, jak już 'podziękowaliśmy' Bogu, Honorowi i Ojczyznie to pan-pieniądz konkurentów nie ma.
Żyd Schwartz nieortodoksyjny uznał przez lata, że w strumieniach kasy nudzi się jak pies w studni (w końcu nieortodoksyjny nie musi jak kot np.) i pobawi się oglądactwem co gojstwo głupie zrobi jak dać mu kasę, a zabrać Boga, Honor i Ojczyznę. Skroił więc z pomocą innych 'encyklopedystów' zestaw andronów o otwartości, tolerancji, demokracji  i innych dogmatach nowoczesności i zaczął instalować jako koperty intelektualne dla całkiem beznamiętnych plików banknotów, które jął przekazywać motłochom chrześcijańskim całkiem instytucjonalnie. Jest pewien problem  w tym, że działalność antypaństwowa, zwłaszcza finansowana z zagranicy bywa jeszcze gdzie nie gdzie zabroniona,  a nawet ścigana. Wymyślił więc, że z nikim nie walczy, tylko pomaga, jako kto? Jako 'filantrop', co jak już polskojęzyczne kino przypomina z gangsterką w parze idzie. Nie pomaga żadnym partiom i politykom, tylko przeciwnie społeczeństwom jako takim, przez NGO-organizacje pozarządowe. Non-government organization, bądź tu mądry i tłumacz, powszechnie 'organizacja pozarządowa', ale tak dokładnie 'nie-rządowa', a naprawdę antyrządowa. Bo o taką 'pozarządowość' eksperymentatorowi na żywych organizmach Państw cywilizowanych chodzi. Nie o jakieś dyrdymały o zbieraniu znaczków, czy starych tramwajach, tylko nierząd konkretny: płeć-małżeństwo-kopulacja-zapładnianie-rodzenie mają być kategoriami niepowiązanymi determinacyjnie. W społeczeństwie otwartym każdy bierze z tego zbioru dowolny element, z dowolnym konfiguruje i wychodzi np. adopcja embrionu Murzyna przez mężczyznę uważającego się za lesbijkę żyjącego w związku z nieortodoksyjną Syryjką po selektywnej aborcji za euro płatne przez polskojęzyczną pomoc społeczną  w ramach podwyższonego zasiłku dla związków, które złożyły świadectwa apostazji do Trybunału w Luksemburgu.
Społeczeństwo otwarte (Open Society Institute) to nie żadna akademicka paplanina tylko miliardowa organizacja, takie samo państwo sui generis jak UE, tylko już całkowicie prywatne-Schwartza-Sorosa. Tak samo ma ambasady, biurokrację, sprawniejszą bo mniejszą i broń masowego rażenia-czyli pieniądz spekulacyjny. W Polsce ambasada nazywa się Fundacja Stefana Batorego, kierowana przez Aleksandra Smolara, Żyda całkowicie nieortodoksyjnego, syna przedwojennej agentury sowieckiej w odbudowującej się RP i kolaborantów po 17. września 1939 r., weterana nomenklatury PZPRobotniczej w strukturach uniwersyteckich, który robotnika widział kiedy do naprawy spłuczki na Wydziale wzywali. 
W długiej liście 'zasług' tej fundacji jest szczególna, że już w 1988 r. została powołana m. in. do 'przygotowywania kadr państwowych po zmianie ustrojowej'. Żeby była jasność o przełomie ustrojowym i jesieni ludów, na rok przed 4. czerwca 1989 amerykański Żyd spekulant z polskojęzycznym Żydem kolaborantem opracowali metodykę polityki kadrowej tzw. III RP.
Ukierunkowanie antysuwerennościowe Społeczeństwa Otwartego nie jest jakąś moją ksenofobiczną  mrzonką. Soros wszedł na wyższy szczebel demokracji, w którym demonstracyjnie nie zgadza się nie tylko z polityką własnego rządu (którego w sumie nie ma), ale także cudzych i daje na to najpierw rzekę pieniędzy, a gdy już skanalizuje to przez kolonizację unijną- strumienie. Kiedyś dotowano z Moskwy bojówki czerwonych terrorystów i dyktatury prosowieckie. Dziś wprost ze spekulacyjnych komputerów takie same bojówki, tych którzy chcą zwalczyć dzisiejszych bolszewików jak uczy Tusk, promotorów zniszczenia polskiej Rodziny i integralności ludzkiej, importerów motłochu, zwanego uchodźcami-nie dla ratunku, a dla starczej igraszki Sorosa, który chce przed walnięciem w ramy zobaczyć eksperyment ludnościowy (taki nowoczesny Holocaust), bezwzględnych eliminatorów religijnej ciemnoty i wpływów agentury watykańskiej. 
tzw. Soros, OSI, Fundacja Batorego to nie jest jeden z głosów współczesnego świata opinii, to nie jest jedno z międzynarodowych środowisk intelektualnych, to jest zorganizowana, uzbrojona w najcięższą i samoodtwarzalną amunicję, najwyżej uformowana intelektualnie organizacja superpaństwowa, mutacja syjonizmu i masonerii, które już swoje przebrzmiały. Jest to jednoznaczny, groźniejszy od wszystkich platform konwencjonalnych i terrorystów (nie umniejszając im oczywiście) wróg Państwa i Narodu Polskiego. Wróg tak niebezpieczny, że bierze niemal bez wystrzału, bo tam gdzie chleb już jest, daje pieniądz i seks, a tam gdzie nie ma miejsca dla Boga, Honoru i Ojczyzny, nic więcej nie trzeba.
Czytajmy wciąż uważniej listę prelegentów igrzysk wolności, ich programy i biogramy, spójrzmy kto wprost, które ze struktur organizacyjnych wprost reprezentują Schwartza-Sorosa i Smolara. Kogo i jakie rozwiązania dla Polski lansują? Dlaczego właśnie teraz? Dlaczego na początku ciągu kampanii wyborczych? Dlaczego podczas stulecia śp. Niepodległości, w Mieście zwycięstwa bezprawia wyborczego? Dlaczego w kilka dni po 'zgorszeniu' Bogiem, Honorem i Ojczyzną w paszporcie?
Kto, w czyim Imieniu i  z czyich środków za tę zdradę zapłacił-Hanna Zdanowska-udająca Prezydenta i Witold Stępień-marszałek województwa z całym kapitałem spekulacyjnym.
A to i tak początek analizy.
Szereg bliższych danych zawdzięczam panegirykowi M. Gostkiewicza w: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22724759,ujawniamy-kimwd-naprae-jest-george-soros.html
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 17. listopada 2018 r. 

środa, 14 listopada 2018

Tertium non datur

Witam,
Coś bez nazwy, pod 'nazwą' igrzyska wolności, co popełnione zostało w, za przeproszeniem, Nowym Centrum Łodzi, okazało się inspirujące również dla inspirującego moją wolę walki tygodnika Angora. Piórem imiennika mojego +Ojca (zbieg) K. Różyckiego na s. 11, nr. 46 oddany został hołd organizatorom, igrcom i jak się okazuje głównej igraszce czyli H. Zdanowskiej. Nigdy dość analizować przewrotność nowoczesności, gdyż na jaw wyszło, na co bym nie wpadł, a więc rzecz dotąd nieźle skrywana, że Tusk i Biedroń to jeszcze (nb jak zawsze) nic, że tak na prawdę (jeśli to słowo ma tu jakiekolwiek zastosowanie) cała granda okołobrukselska tąż właśnie Zdanowską widzi na Prezydentę RP. W sumie suknia głupstwo matka doda, tylko ponczu, ponczu szkoda, ale to już trzeba było od Bolka pożyczyć żółte okulary, by nabrać takiego spojrzenia-wyjaśniłoby to po części moje zdziwienie nieobecnością noblisty w poczekalni berezko-kartuskiej pod Dworcem Fabrycznym.
Ciekawe, że przymilnego reportera z Angory również ujęła poręczność wykazu 'prelegentów' (ponoć książeczka-do diabelskiego nabożeństwa), czyli de facto Index personarum prohibitarum. Zawisł co prawda na retorycznym pytaniu: Kogo tam nie było...? Więc dopowiem: Bogu niech dziękuje. Przyjdą lata, gdy w tej książeczce będą sprawdzać, kogo nie cytuje się w towarzystwie bez stosownej erudycji.
Warto być może, ku przestrodze, laudację którą wskazuję przeczytać, by wiedzieć jaka jest ranga sprawy Prezydentury RP, dla swołoczy z PO i prowincji, c... j, dupa i kamieni kupa bez zmian.
Tak postanowił Grzegorz. Donek nie chce wracać, a Hanka kobieta, do tego delikatna, pokrzywdzona...; 2. listopada podobno do Łodzi przyjechał Schetyna i namaścił Zdanowską.
Pochrzaniło się jednak guślarzom schetyniałym, gdyż Dziadowska obietnica Wieszcza Mickiewicza:
Lecz nie płacz, piękna dziewico! Oto przed moją źrenicą odkryto przyszłe wyroki: Jeszcze musisz sama jedna latać z wiatrem przez dwa roki, A potem staniesz za niebieskim progiem, dotyczyła Zosi, która to zgrzeszyła niejako diametralnie odmiennie:
Żyłam na świecie; lecz, ach! nie dla świata! Myśl moja, nazbyt skrzydlata, Nigdy na ziemskiej nie spoczęła błoni. Za lekkim zefirkiem goni, Za muszką, za kraśnym wiankiem, Za motylkiem, za barankiem; Ale nigdy za kochankiem. 
Prezydentura RP to jest zwykły talerz z ośmiorniczkami dla tej rzeczywistej ośmiornicy, która bez Brukseli jest jak bez rafy koralowej, trzeba przebierać, smakować i patrzeć komu zostanie talerz, jak lekko niestrawne specjały drogo rozdamy. Biedroń na prez... może się nadaje, ale jak widać na igrzyskach nie doceniono jego ...ydenta. Towarzysz Bolek przeszedł do wspomnień kaszubskiego chama jako 'bohater i ojciec niepodległości' (jeden z trzech, bo jeszcze Piłsudski i Basta-może tu pederasta?). Wielki nieobecny szuka jednak frajera do szybkiego przeprania ćwiartki (z miliona) za podanie się jako świadka, że nie donosił. Jest to w zasadzie poważne przestępstwo, ale zawsze podkreślam, że do odpowiedzialności potrzeba poczytalności. Pozostał więc po nowoczesno-demokratyczno-europejskiej stronie Donek i Hanka. 
W starej przyśpiewce było Przyjechali z Petersburga, ojciec złodziej, matka k... a (pewne szczegóły dotyczące osób i miejsc zostały zmienione).
Ważne jednak, że pan redaktor w przypływie szczerości określił zawartość książeczki trafnym mianem 'anty-PiS'. I dobrze, i o to chodzi. Jeśli antidotum na tę gehennę sam tej substrat widzi wyłącznie w PiS, to tertium non datur. I zgodzę się, z konstatacją, że 'po rozmachu z jakim zorganizowano igrzyska wolności PiS powinien zacząć się bać'. Bo w skrajnej kondensacji przedstawiono ogrom materii do pokonywania w kolejnych zwycięskich kadencjach. Niestety dla igrzysk, 'kto się boi umiera codziennie, kto się nie boi umiera raz', jak powiedział Sędzia Falcone (nie z Iustitia), a Prezesowi nie spieszno.
Powodzenia, 
Łódź Bałuty, 14. listopada 2018 r.

wtorek, 13 listopada 2018

Bereza Kartuzka, gdyby wolne łóżka były...

Witam, 
Dziś będzie ciężko, bo podobnie ciężkie inspiracje nie często się zdarzają. H. Zdanowska w euforii szansami jakie otwiera skazanie tylko na grzywnę (czyli tzw. karę wolnościową) dała miejski patronat (tu już zwykły skandal, bo ja też Miasto i żadnych tego typu spędów nie firmuję) i wystąpiła jakoby na czymś pod nazwą igrzyska wolności w Łodzi, w ostatni weekend. Już nawet komentować, o jakich igrzyskach, jakiej wolności, jakim nade wszystko 'pluralizmie' i 'różnorodności' mowa, strata czasu, bo wszystko wynika. Przeraża jednak czelność, jak można tak wyrafinowaną demonstrację nienawiści do normalności,  Boga, człowieczeństwa, praw naukowych i moralnych, ubraną w dystynkcję elitaryzmu i ekskluzywizmu, w tak skondensowanym lupanarze zorganizować jako przedsięwzięcie publiczne- obu samorządów ogromnej aglomeracji.
Od kwietnia 2010 r. intuicyjnie wyrażałem i nadal wyrażam przekonanie, że inspirator Zamachu Smoleńskiego, kto by nim nie był, uruchomił procedurę po kolejnym przejrzeniu składów przeróżnych polskich delegacji, w przeróżnych miejscach. Gdy ujrzał listę pasażerską Tu 154M na 10. kwietnia 2010 r. powiedział teraz, albo nigdy, wszyscy na tacy. Nie czekał, aż jeszcze kiedyś dopiszą Prezesa, bo rachunek prawdopodobieństwa ma swoje prawa.
Mówię wprost, gdybym kierował się takimi samymi normami dopuszczenia moralnego jak ten inspirator, to po przejrzeniu listy elity: https://igrzyskawolnosci.pl/prelegenci/ w okolicach EC1 w Łodzi więcej brzóz miałoby skłonności katastroficzne.
Brano pod uwagę, że ktoś może nie mieć moich skrupułów, więc nie poproszono Bolka. Cała gwardia jednak przeraża. Nie nawet tym co głoszą, bo robią to stale i co gorsza, w cud poprawy trudno uwierzyć. Nawet nie posłuchem względem tego i jak widać zapotrzebowaniem, chleb daje PiS, więc totalnopozycja igrzyska. Przeraża ubraniem w normalność. To nie jest jednak formalnie panopticum, to jest zjazd indywiduów, które każde pojedynczo, a czasem i razem, są kimś we władztwie publicznym, w rzeczywistości akademickiej, w dyspozycji przepływem pieniądza. Są to osoby, które pojedynczo brały udział w przedsięwzięciach społeczno-naukowych z władzami bardzo normalnie patrzącymi na świat, z naukowcami trzeźwo realistycznymi, z duchownymi i przedstawicielami myśli katolickiej. Są to osoby z obiektywnie ogromnym kapitałem intelektualnym, poczytalnym dorobkiem wielojęzycznym, interdyscyplinarnym. Są to właśnie ci, którym więcej dano.
Tu nie spotkasz dresiarzy, alimenciarzy, zawiasów, kiboli i innych 'patologów', tu spotkasz tych, od których się, często w praktyce, oczekuje kształcenia następców, wyrażania się w naszym Imieniu, których postawa intelektualna, kryterialna jest przekładana na polska inteligencja sądzi, iż...
Tu są prawdziwe BRAMY PIEKIELNE tej imprezy. Nie w tym co o czym tam mówiono, pisano, nadawano, bo ten ogień rozlewa się już w najgorsze ćwierć tysiąclecia. W tym kto to czynił, z czyim nadaniem, w jakiej kondensacji i w jakim kontekście.
To tu wprost szatan nadaje sygnał: miarą polskiej elity intelektualnej, świadomości wolności i godności ludzkiej, jakości moralnego odniesienia do drugiego człowieka, są:
- zaprzeczenie istnieniu Boga;
- nowe imiona bóstwie: demokracja, europejskość, otwartość używane tylko na daremno, bo inaczej nie można;
- pogarda dla Kościoła;
- relatywizm prawa;
- swoboda zabijania ludzi niechcianych;
- płciowość jako atrybut estetyki tożsamości;
- związek międzyludzki jako incydent wielopłciowy i wielopokoleniowy, zmienny według upodobania i uposażenia;
- zażenowanie tożsamością naturalną;
- awansowanie ontyczne biednych, uchodźców i zwierząt, przez czynienie z nich rekwizytów dialektycznych;
- konsensualność prawdy;
- nazywanie Żyda Żydem, a pederasty pederastą jest zniewagą; nazywanie tak Polaka i to normalnego jest niezasłużonym komplementem;
- gentlgenders o pieniądzach nie mówią, gentlgenders te mają.
Ten sygnał jest skandalicznym kłamstwem, ale ubrany w tak pokomplikowaną miarę breloczków zdycha swoim zdychaniem-powoli. Rości o nietykalność, jak gwiaździsta płachta udająca flagę 'wolnych narodów Europy'.
Biogramy tej poczekalni do Berezy dają wiele szokujących spostrzeżeń, może do czegoś wrócę, ale pewną miarę daje komplement udzielony szczególnie drastycznej podżegaczce do morderstw 'zlepków komórek', której +Matka nad Smoleńskiem też okazała się dla kogoś 'Człowiekiem nie chcianym', B. Nowackiej: została pełnomocnikiem komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”, postulującego projekt ustawy m.in. liberalizującej ustawodawstwo dotyczące aborcji i wprowadzającej ograniczenia w organizowaniu zgromadzeń przeciwnych ustawie. 
Ograniczenia w organizowaniu zgromadzeń, toż prawdziwe igrzysko z wolności.
Warto znać listę tej poczekalni do Berezy Kartuzkiej i na biogram tamtejszy spojrzeć po zachwycie tytułem naukowym, urzędowym, dorobkiem w tekstach, urodą, młodością, zasobnością, kontaktami na ulicy i zagranicy.
Łódź Bałuty, 13. listopada 2018 r.

środa, 7 listopada 2018

Nam nie trzeba Mołotowa, nam starczy Łętowska

Witam,
Requiem za Niepodległość brzmi w tegoroczną Oktawę szczególnie znaczącym Sto lat, sto lat! ... i chwatit' i bolszie nie budiet'. Warto wspomnieć, że dzięki Inter gravissimas Papieża Grzegorza XIII wspomnienie rewolucji październikowej Kościół Zachodni obchodzi w listopadzie (a nawet dziś). Ja jeszcze (nie tak skrajnie przez mgłę) pamiętam w szkole powszechnej idiotyczne obchody na ten temat, kiedy w ramach 'katechezy w szkole' w świetlicy, a czasem i na języku polskim (!) opowiadano dzieciom bzdury o 'sojuszu robotniczo-chłopskim' (coś tak demokratycznego, jak dziś pederastyczno-feministyczny), 'inteligencji pracującej' (dziś podobny oksymoron to 'elity demokratyczne'), ale dla wszystkich większym wstydem byłoby należeć do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej niż nieortograficznie się podpisać. Pamiętam kartkówki z różnicy między flagą ZSRR, a międzynarodowego proletariatu, która polegała głównie na tym, że tej drugiej nie dało się wymówić, a ósmoklasiści mylili już powszechnie z lumpenproletariatem. Cóż dziwnego, dziś mamy flagę UE, która tym różni się od flagi WJC, że tej drugiej nie ma. Tak samo media pierwszej linii: Dziennik TV, Trybuna Ludu, Głos Robotniczy, Polityka bredziły, aż do 1989 o awangardzie klasy robotniczej, 'październikowym przełomie' i wystrzale z Aurory. Znamienne, że w obszarze publicznym dialektyka kontestacji tożsamości i tradycji polskiej i religijnej, bezustanne poniżanie polskiego 'odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego' przed 'światowym ruchem postępowym' niewiele w założeniu różniła się od trendu dzisiejszego. Drwina z polskiej historii, korzeni, Niepodległości w pełnym tego słowa rozumieniu, była standardowym elementem światowości, w ówczesnym rozumieniu świata. Nie istniała oficjalna wersja stanowiska 'Polska to my', obowiązywała 'Polska w bratnim sojuszu krajów demokracji ludowej z wiodącą rolą Związku Radzieckiego'. Z tego sojuszu, jego symboli, podmiotu wiodącej roli żartować nie tylko nie wypadało, za to w najlżejszej, schyłkowej, wersji wylatywało się z obiegu.
Dzisiejsza awangarda de facto niczym w pierwszym oglądzie się nie różni. Polska nadal jest niewyobrażalna jako naprawdę samodzielna. Członkostwo w traktatach gospodarczo-infrastrukturalnych wywodzących się z EWG okazało się, dla bardzo wielu zbyt późno, arogancką kolonizacją przez, równie jak sowiecki, bezideowy, odzierający z tożsamości, surogacyjny wobec Boga, żądający czci pod pozorem demokracji (tym razem liberalnej- też na l). Jedno się zmieniło (unowocześniło)-wiodącej roli nie zapewnia (przynajmniej wprost) sowiecki czołg, tylko ponadpaństwowy, transferowy kapitał. Tak samo uczulenie mediów skierowane jest na 'wrazliwość europejską'. Nie wypada powiedzieć twardych słów o dyktacie brukselskim, metamoralności, kapitałowym odcinaniu kuponów od Pamięci, lansowaniu bezbożności. Wolność słowa, proszę bardzo, ale wobec tego co Polskość stanowi-wobec pamięci naszej, tożsamości naszej, katolicyzmu, rodzinności i rodzimości. Za kontestację unionizmu nikt znów do pierdla nie pójdzie, po prostu jak wyżej-wypada z obiegu. 
Różnica jednak jest tragicznie wyraźna. Za 'komuny' ten dialekt w 90% był bębniony, bo 'musiał', ale nawet głosiciele starali się, poza 10% płatnych zdrajców, myśleć i praktykować inaczej. Dziś proporcje zmierzają ku odwrotności. Niestety jednoznaczne stanowisko: z poszczególnymi państwami UE i nie tylko możemy i chcemy współpracować w setkach spraw, które nas wspólnie dotyczą, ale jak, w parytecie, równy z równym (nie identyczny z identycznym), o ujednoliceniu mowy nie ma. Nie jesteśmy 'wreszcie w Europie', tylko wreszcie sami dysponujemy zdolnością traktatową, tak z Belgią, jak z Gujaną, tak z Hiszpanią jak z Bangladeszem. 
Żaden z traktatów nie nakazuje flagi z gwiazdami stosować jako symbolu oficjalnego, a mimo to niepodobna się z tą nie stykać w polskiej przestrzeni urzędowej, jak z czerwoną szmatą przez 45 lat. Rak rewolucji rozrósł się po obrzeża zdrowych tkanek, gorszej rewolucji- francuskiej, bo tę samą ideologię wdrożyła kanałami burżuazyjnym i libertyńskim, na co wzięcie jest jednak bardziej chłonne.
W tygodniu poprzedzającym dzień żałoby po suwerenności wprowadzono nowy wzór paszportu, symbolicznego niegdyś obiektu marzeń o papierowym potwierdzeniu podmiotowości, suwerennej obecności w świecie. Przez myśl by mi nie przeszło, że profesor E. Łętowskiej, byłej Sędzi Trybunału Konstytucyjnego nie zastanawia Unia Europejska na okładce, ponad Rzeczpospolita Polska, ale wstrząsa 'ignorancja preambulalna' tych, którzy zaprojektowali dewizę Bóg, Honor, Ojczyzna w jednym z recto-verso. Pani profesor zastanawia się czytali preambułę Konstytucji RP, gdzie jest mowa o obywatelach nie podzielających wiary w Boga. Ja się nie zastanawiam, ja wiem, że sama tej preambuły nie czytała dawno, gdyż wprost stanowi o kulturze zakorzenionej  w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu- bez dywersyfikacji. W całej Konstytucji nie spotkałem zapisu bym był obywatelem UE, a jako obywatel RP muszę mieć wpis o tej organizacji międzypaństwowej na okładce paszportu. 
Wiem, że np. R. Biedroniowi, też zgorszonemu, pasowała by dewiza liberte, egalite, fraternite, a W. Mołotowowi bękart traktatu wersalskiego na okładce.
Komu dzwonią, temu dzwonią...
Łódź Bałuty, 7. listopada 2018 r.

piątek, 26 października 2018

Przy tobie najjaśniejsza pani stoimy i stać chcemy

Witam,
Litery zwykłe, więc proszę nie sądzić, że aluzja do trwających nabożeństw październikowych. Aluzja, a raczej reakcja na dance macabre wokół iluzji niepodległości. We wspominanym niedawno znamiennym weekend umknęła mi pewna ważna data. 20. października minęły 152 lata od wydania przez Cesarza Austrii Franciszka Józefa I aktu zwanego dyplom październikowy, napisanego ponoć przez europejsko nastawionego Polaka hrabiego Agenora Gołuchowskiego. Pozwolił tenże akt na sprawowanie władzy w całym Cesarstwie (ówczesna, tyle że nowocześniejsza, bo mająca osobowość prawną, UE) z pomocą Sejmów Krajowych. Dla Galicji, takie ówczesne 'Cesarstwo drugiej prędkości', Sejm taki urzędował we Lwowie i najogólniej mówiąc zajmował się prawodawstwem krajowym. Prace rozpoczynał jednakże od adresu kierowanego tam gdzie jest władza prawdziwa, czyli do cesarza.
Rocznicę tę jak wiadomo Trybunał obecnego Cesarstwa uczcił ordonansem przeciwko Rzeczpospolitej. Nie wzbudziło to, jak mniej więcej Powstanie Styczniowe w Galicji, większych niepokojów w Kraju tutejszym. Ozwały się wręcz entuzjastyczne głosy, jak w okupowanej Wielkopolsce, że 'takiego porządku jak za Niemca to jednak nie było'. Różnica jest jednak w tym, że wtedy była okupacja (kiedy jak niektórzy mawiali do ruchu oporu nie należeli, bo u nich nie było wolno), a teraz jest standard nowoczesny: wkupacja, nikt nas nie musi okupować, sami żeśmy się wepchnęli, bo elektrycy nie geolodzy powiedzieli gdzie jest Europa. Ciekawe zresztą, skąd tak naprawdę wzięto uprawnienia do swawoli posługiwania się nazwą kontynentu, którego centrum wg obojętnych politycznie geometrów (od mojego imiennika Sobierajskiego) leży zagłębiu disco polo pod Białymstokiem.  Prezydent Duda równolegle pozwolił sobie jednak na anegdotkę w salonach cesarskich w Niemczech o żarówkach i brexit. Niestety nasze aktualne Agen... ory, deputaci Borusewicz, czy Tusk, wyrazili zaniepokojenie aż taką niefrasobliwością w ocenianiu Unii i trwogę o konsekwencje. Też się przeraziłem, w końcu Rzeczpospolitą, w ramach wolności słowa, działalności artystycznej i innych priorytetów znieważać wolno choć raz dziennie do sytości, a Unia wszakże będąca umową, a nie podmiotem nie zasłużyła na żarty Prezydenta RP. 
Prezydent zbyt widać przejął się rozmową ze swoim odpowiednikiem w Niemczech, który nawet jak żartuje nikt nie transmituje, chyba że Jego skype prywatny, bo opowiadał o żarówkach, zamiast wypowiedzieć do Cesarz (czy tam Kanclerz) adres jak w tytule, za Sejmem Krajowym z roku 1866.
Trzymajmy się jednak prawdy. Nie ma niepodległości, więc międzynarodowo nie ma państwa, jest prawo krajowe, jak śmie mówić uzasadnienie ordonansu, więc jest Kraj, może zatem jak pisałem wciąż tożsamość. I to bardzo dużo, bo do Kraju tego, gdzie kruszynę chleba, podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba, gdzie pierwsze ukłony są jak odwieczne Chrystusa wyznanie, bądź pochwalony, tęskno mi Panie, wspominał C. K. Norwid w tamtych latach.
Łódź Bałuty, 26. października 2018 r.

wtorek, 23 października 2018

Nie czas żałować róż gdy płoną lasy, jak mawiał Mistrz Słowacki

Witam, 
Drastycznie splatają się dni kalendarzy tegorocznego października. W polskiej hagiografii, jak ośmieliłem się odnotować wspominaliśmy dwu współczesnych Wyznawców-Męczenników, jak współczesność każe, w sposób wybitnie przenikający te tytuły Chwały. Dwu Świętych naszego pokolenia, którzy przeżyli co do zasady to samo, którzy byli konieczni dla współczesności, do tego stopnia, że dyżurni optymiści lubią podkreślać (jak o wielu innych, przy innych okazjach), że Polska zawdzięcza Im wolność i demokrację; zapominając, że przede wszystkim Prawdę. 19. października- Bł. Ks. Jerzego Popiełuszkę, 22. października- Św. Papieża Jana Pawła II.
W tym samym czasie świętowaliśmy jakoby, a w zasadzie świętowano na nas tę rzeczywistą, praktyczną wolność i demokrację, którą zawdzięczamy w ogromnej mierze sobie-umiłowaniu mitów, kombinacji i komplikacji, jakoby 'kłamstwo nas wyzwoli'. 19. października br. wydano w 'umiłowanej' Europie francuskojęzyczny ordonans. Nie wiem już co tu bardziej przeraża? Czy obcojęzyczny? Czy, że pierwszy od okupacji hitlerowskiej (nawet za Stalina tego wprost nie było) zawieszający obowiązywanie polskiej ustawy ustrojowej przez sądownictwo obce? Czy po prostu, że Komisja Europejska przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej? 21. października br. obchodzono, jak bredzą ci sami optymiści od wszystkiego, 'święto demokracji', czyli po prostu wybory lokalne na terytorium autonomicznym-zupełnie jak w Lesotho za apartheid. 22. października natomiast dwa te doniosłe święta nowoczesności osiągnęły swą autentyczną ekspresję w postawach dwu 'świętych nowoczesności'. Damy Gersdorf i Damy Zdanowskiej.
Wszyscy większość ich hymnu zwycięstwa znają, lecz warto wskazać spójność śpiewu tych syren o alternatywnym podejściu do średniowiecznie rozumianej Sprawiedliwości. Pierwsza Dama z właściwym sobie niewymuszonym wdziękiem podziękowała ludowi prostemu, że dzięki niemu, 'ktoś się wreszcie o nich zatroszczył', co polega ogólnie na tym, że po raz pierwszy w dziejach zamrożenie czegoś zakłóciło czyjś spoczynek (może to jakaś alternatywa dla in vitro). Zaprosiła do pilnego powrotu do ław tych śędziów, o których tydzień temu opowiadała, jako o straceńcach patriotyzmu, iż chcą się poświęcać w Sądzie Najwyższym, a mogliby być znakomitymi adwokatami. To czemuż nie są? Bo tam przynajmniej trzeba udawać, że coś się robi? Jeden z tych obiektów nieosiągalnych marzeń palestry zechciał nawet rozkosznie podroczyć się przed kamerą, że 'pani Prezes wzywa, ale czy wszyscy jeszcze zechcą powrócić'?, lecz niczym głos z Litwy - Jedźmy, nikt nie woła.
Lecz wejrzyj lady Makbet, że za lata ktoś przypomni, że abyś wróciła za swoje biurko pod Orłem, ze swoimi niedoszłymi znakomitymi adwokatami,  z uchodźctwa na całkowity koszt strony niemieckiej, musiał być wydany po francusku ordonans przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej.
Druga Dama dostała w święto demokracji niewiele, raptem 70 % głosów. Nie zauważa pewnie (co do niej nawet nie podaję w wątpliwość, że nie musi udawać, że nie zauważa), że po prostu zagłosowali na nią ci, którzy w ogóle poszli do szkół, przedszkoli i remiz, a nie wiedzieli kto to jest Waldemar Buda. Jedyną jej, a przede wszystkim jej ugruppowania, szansą było to, że bezustannie o niej słyszano. Nie o jakichkolwiek jej dokonaniach, ale o niej ciągle i tak to zapadło. Cóż z tego, że dla największego wyobrażalnego dworca trzeba było postawić pomnik pasażera, bo żywi się nie pojawiają, że jak u Cyganów z dziećmi, zamiast umyć stare centrum, zbudujemy sobie nowe, skoro lokalna dama kameliowa nie dość, że grzywny nie tai, ona grzywną się szczyci. Takie czasy, że skandalem nie jest, że prezydenta ma konkubenta, nie że prezydenta jest żyranta, nie że skazana, a że zakwestionowana. 'Tu jest Łódź i Łódź zdecydowała, a jak wojewodzie coś przeszkadza, to przecież będą sądy i coś tam' chichocze Dama, która wie, że Pierwsza Dama 'sądzi' podobnie.
I Pierwszej i Drugiej pograżano paluszkiem, ale mogli sobie mający realną władzę skoczyć, bo jak już pisałem, wszystko o parę godzin za późno. Kiedy Prokurator Piotrowicz po raz tysięczny 'stawia sprawę poważnie', Pierwsza Dama stawia Premierowi 'warunki brzegowe', bo zaraz jest umówiona na kolejne kawy z Verheugenami. Kiedy Wojewoda Rau znacząco poprawia chusteczkę w pouchette, Druga Dama poprawia plan zagospodarowania czasoprzestrzennego kolejnego dziesięciolecia. 
Doprawdy nie żałujmy już róż 100-Lecia Niepodległości, której nie ma, gaśmy pożar lasu, który nazywa się tożsamość.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 23. października 2018 r.

niedziela, 21 października 2018

Sąsiedzka wizyta

Witam,
Dziś w jesienny, choć jeszcze pogodny poranek z wizytą na rodzinne osiedle Marysin na Bałutach przyjechał mój, w szerokim rozumieniu, rówieśnik ks. Konrad Krajewski z Rzymu. Łódź żyje z pewnością szeregiem innych wydarzeń, publicznie wybory miejskie, kościelnie obchody Ćwierćwiecza świątyni duszpasterstwa artystycznego w Łodzi. Wokół kościoła parafialnego Opatrzności Bożej przy ul. Inflanckiej w niedzielny poranek, też pozornie nic szczególnie innego niż każdej niedzieli.
Fakt, że na rodzinne osiedle przyjechał ksiądz z zagranicy i w macierzystym kościele odprawił Mszę i powiedział kazanie jest dość częsty i nawet w tak 'wyznaniowym' Państwie nie robi większego wrażenia. W swej zwykłości zdarzenie było jednak doprawdy niezwykłe, przyjechał ksiądz KARDYNAŁ. Nie Richelieu, nie Wyszyński, nie Sapieha, a Krajewski- z ulicy za torami, z podstawówki z osiedla domków, liceum między blokami. Najmłodszy z koncelebrujących, młodszy od większości wiernych w kościele, lecz wszystkim w jakiś sposób znany. Nie mogło nie przypomnieć to sytuacji gdy Jezus przyszedł do synagogi w Nazarecie, odczytał fragment z Proroctwa Izajasza, powiedział homilię o bardzo ważnej treści mesjańskiej, lecz najgłębsze skupienie licznie przybyłych wzbudziła potrzeba ochłonięcia z rangi wydarzenia. Parafrazując, zdawało się, że Choć wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego, myśleli: «Czy nie jest to Konrad z Centralnej?»
Było zwyczajnie w najwłaściwszym tego słowa rozumieniu, lecz bez wielkiego splendoru odczuwalne było poczucie tożsamości, rodzinności w rozległej, zróżnicowanej i bardzo zanonimizowanej parafii. Bardzo ważnym wydarzeniem było spontaniczne powitanie Kardynała sąsiada ze wszystkimi wiernymi, bezpośrednio, indywidualnie, z uściskiem ręki, chwilą rozmowy. Pewien jestem, że żywsze i serdeczniejsze nawet niż zawsze 'uporządkowane' jednak posiłki z bezdomnymi wiecznego Miasta. Wśród wielu spostrzeżeń, które zawsze byłyby powieleń licznych refleksji nad instytucją funkcji kardynalskiej, wyborami Bożymi, z ludu wzięciem, zwrócę uwagę na pewien szczegół. W świątyni przy skrzyżowaniu przelotowych tras, w wielkim mieście, Mszę św. odprawia przez ponad godzinę, potem długo na dziedzińcu spotyka się z każdym kto podejdzie-dziesiątkami, setkami, kardynał z Watykanu, najbliższy współpracownik samego Papieża, operujący gigantycznymi kwotami i... przyjść może każdy, nikt nie jest niepokojony przepustkami, wykrywaczami metali, ochroniarzami. 
To domniemanie bezpieczeństwa, domniemanie spokoju, zwane dawniej wprost w prawie immunitetem świątyni, jest jednym z najważniejszych darów, które daje dziś Kościół Państwu. Czy jest to stan niewzruszony? Dla Boga nie ma nic niemożliwego, ale czuwajcie i bądźcie gotowi, czy jeszcze nie my będziemy opłotkami, w wyznaczonych godzinach szli za przepustkami do swoich zamkniętych i pilnowanych na co dzień kościołów, gdyż społeczność multikulturalna będzie uważać to za 'kontrowersyjne'.
Mszę św. zakończył śpiew Boże coś Polskę i właśnie tę Ojczyznę wolną, wolną jak dziś na Marysinie, także od lęku, pobłogosław Panie.
Na stronie archidiecezjalnej jest bardzo ciekawa konfrontacja fotograficzna dwu prymicji ks. Krajewskiego ze świątyni Opatrzności Bożej-prezbiterskiej sprzed 30. lat i dzisiejszej kardynalskiej. Przywodzą na myśl dwa główne dzieła Czcigodnego Parafianina- liturgię i miłosierdzie. Zdało by się odległe. Dbałość o kult Boży z tego precyzją, bogactwem, hierarchią i troska o biednych, schorowanych, ale i na ogół ciężko zobojętniałych religijnie, dla których pierwszą i często jedyną potrzebą na tę chwilę jest zupa, nie Eucharystia. Ta odległość jest pozorna. Wspólnym mianownikiem jest tu właśnie najwyższa dbałość. Ani liturgii, ani miłosierdzia nie da się sprawować zdawkowo, aby było, tak jak czynności administracyjnych, czy edukacyjnych, którym niestety często towarzyszy świadomość- tego i tak nikt nie czyta, na to i tak nikt nie zwraca uwagi. Ten Któremu służy Liturgia widzi wszystko, ten do którego przychodzi się z miłosierdziem wie czego potrzebuje lepiej od nas. I liturgia i miłosierdzie mogą być tylko szczere, namiastkowe nie są 'słabsze', tylko nie istnieją w ogóle. W misji łódzkiego Kardynała łączność tej troski Kościoła widać szczególnie wyraźnie.
Łódź Bałuty, 21. października 2018 r.

środa, 17 października 2018

Brzytwa chama

Witam,
24. września br. daleko mi było od poczucia sensu wspominania 100. Jubileuszu niepodległości, skoro z co najwyżej niesmakiem spoglądamy na zaskarżanie polskiej ustawy ustrojowej do zagranicznego trybunału. Totalna opozycja, traktująca się, z dużym wsparciem, istotnie obecnych na rynku, mediów jako 'ambasada' Europy w polskim bantustanie, uznała ten jawny zamach niezbrojny za 'bratnią interwencję'. Nie ma po co ukrywać, że przyklasnęła temu znacząca większość prawników akademickich, a kadra sędziowska w gigantycznej większości. Nie z racji konstytucyjnych, czy jurysdykcyjnych, tylko chwycenia tej nieszczęsnej BRZYTWY CHAMA (by nie mylić ze średniowieczną brzytwą Ockhama), niech się dzieje co chce, byle podważyć reformę Ziobry, bo struktura się wali. Nie ma już i nie ma na widoku, żadnych argumentów merytorycznych dla kolejnych zdemaskowań, że układ międzynarodówki lewackiej nie ma żadnego rzetelnego fundamentu, tak w prawie wewnętrznym, jak w legitymacji rozsądku społecznego. Pozostaje surogat demokracji, czyli ulica, niepiśmienna już do tego stopnia, że gdzie się nie pogna, pokazuje kartki, jak czterdzieści lat temu na lotniskach USA, teraz 'Konstytucja', 'Sąd Najwyższy', 'Unia', nagle 'murem za Hanką' oraz oczywiście zagranica, której zaczyna się pytać o wszystko, jak te czterdzieści lat temu: 'ale, co powiedzą towarzysze sowieccy?'. Kiedy brakuje argumentów czytelnych wprost, masowo wysuwają argumenty nieczytelne, mające być skuteczne z boku. Nieważne czy ktoś powinien być SSN, ważne czy kadencja to to samo co sprawowanie funkcji. Nieważne czy ktoś może być prezydentem miasta, ważne, że może być wybrany. Nieważne, że należy sprawę rozstrzygnąć sądownie, ważne aby sprawdzić czy w ogóle Luksemburg da tu kompetencję. Nieważne czy Hanka powinna być członkiem zarządu PO, ważne która nowelizacja statutu jej dotyczy (to ostatnie mnie szczęśliwie zupełnie nie dotyczy). Sam znam na bieżąco odpowiedzi dające się podsumować: 'może i ma pan rację', ale raczej nie może pan tej przedstawiać albo 'te dokumenty mają doniosłą rangę dowodową', ale nie miał pan prawa o tych wiedzieć.
Dziś słyszymy publicznie o wielkim kroku ku suwerenności, którego dokonał Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro, kierując do TK pytanie o konstytucyjność pytań prejudycjalnych spoza materii sprawy do sądownictwa obcego. Co odpowiada 'środowisko'? Nie oświadcza nic na temat takowej konstytucyjności, gdyż odpowiedź merytoryczną zna. Wyraża zgorszenie samym pytaniem. Sędzia  Mazur ze związku zawodowego Themis (zwanego konstytutywnie 'stowarzyszenie') jest 'zszokowany' poddaniem w wątpliwość czy Trybunał Luksemburgski może wypowiadać się o stanie praworządności polskiego sądownictwa, co gorsza mówi to 'jako prawnik'. Twierdzi, że właśnie suwerenność polskiego sądownictwa stawiałaby Polskę na równi z Białorusią czy Turcją. Każde Państwo ma swoje dobre i złe artykulacje, tak Białoruś, jak Belgia (o ile jest jeszcze Państwem), tyle, że na dzień dzisiejszy ta Białoruś jest bardziej szanowana od Polski, bo żaden trybunał europeistyczny nie czuje się poza gadaniną kompetentny do weryfikacji Jej praworządności. Bo nie jest w Unii? Nie tylko, Niemcy w Unii są, a nawet Unia jest w Niemczech, i wprost powiedzieli Brukseli, co ma do Ich sądownictwa. Polska ma być nie w Unii, a używając języka archaicznego prawa międzynarodowego terytorium zależnym Unii. Na to zgody być nie może. Nadzwyczajna kasta (również instytucja prawa ustrojowego wprowadzona przez Themis, a personalnie SNSA I. Kamińską) jest niczym J. M. Arouet, który ponad 200. lat temu powiedział, że ceni sobie wyższość kulturalną Francji nad Rosją, ale cóż, caryca przysyła mu co zimę 40 pelis szynszylich, a on 'bardzo marznie'.
PiS robi bardzo wiele, także na gruncie terenowym, 4 dni przed wyborami Wojewoda Łódzki jednoznacznie powiedział o perspektywie powyborczej w razie reelekcji H. Zdanowskiej, w jedynym możliwym kształcie, czyli z art. 97 ustawy o samorządzie gminnym (ośmielałem się wspomnieć 12. bm.). Towarzyszy temu oczywiście wrzask analfabetów, pustosłowie Schetyny i trele jego orszaku- z radością podchwytywane przez media, do których Pawlak z ludu wzięty wolał dokładać, bo dają większe efekty niż różne komisje (jak wieść taśmowa głosi) i czułe słówka zainteresowanej o 'suwerenie' (kiedyś już wspominałem by zaprzestali używania słów, których znaczenie nie jest im znane).
PiS robi bardzo wiele, ale wciąż o duży krok za późno, wciąż na już przygotowany wrzask uposażonych ze wszystkich możliwych kieszeni środowisk i koalicji. Poza przyspieszeniem, pozostaje jeszcze jedno: determinacja, nigdy się nie ugiąć, nigdy nie zawahać z grzeczności, nigdy nie pójść na 'dobrą kawę' do M. Gersdorf, ani nie uchylać art. 55a. Nie docenią niczego, a pomnożą każdą chwilę wytchnienia. Za rok też będą wybory, tylko nie do rad.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 17. października 2018 r.

poniedziałek, 15 października 2018

Volenti non fiat iniuria

Witam,
W niemal przeddzień rozstrzygnięcia o samorządzie w Mieście, które ma kłopoty z prawem bytu, ale ma prawa powiatu, jest jednym z reliktów feudalizmu, gdyż obcy wójt i starosta płacą Mu podatek od nieruchomości za swe trony, burmistrz nazywa się prezydent, a lokalny Duda będzie się nazywał Buda, gdyż faworyta nie może złożyć skutecznie cv do jednostki w której nabory rozpisuje, wiadomo już prawie wszystko. Wyborami do RM i Sejmiku nikt się specjalnie nie przejmuje, gdyż z braku rady powiatu, coczteroletnia roszada jest jedynie liniowa, dzięki zdominowaniu zjawisk społecznych długami konkubenta nawet ...rezydent ...upska pogubił się kogo popch... rzeć, zaś jedyni kandydaci mający coś do powiedzenia do stanowiska, które ma coś do powiedzenia dzielą się na tego co chcieć i tego co móc.
Pani, która w stan cywilny wpisuje 'żyrant' ma zadanie proste, zamiast mówić co szczególnego ma w planie wystarczy, że zamówi za pieniądze w całości 'strony łódzkiej' reklamę, że nawet jej się zdaje, że wolno jej robić to co planuje, za przeproszeniem teraz, zawsze i w wieczności, a o przyziemiu łódzkim dziś dowiedziałem się nowości z jej ust, że nie interesuje jej brudna polityka, ale za to interesują śmieci. Serio nie życzę, by mówiła to na serio.
Pan, który w 3/4 (litra... ernictwa) prezydentem już jest, ma to szczęście, że nie musi obiecywać nic, gdyż jego partia, jak się po 3. latach okazało, wypracowała nową formułę, nie składa obietnic wyborczych, tylko ekspektatywy programowe, które o dziwo (a nawet proszę pani) się spełniają, tzn. są spełniane. Zakładam więc, że póki demokraci, konstytutyści, światowe kongresy i brukselskie espederasty w Warszawie, czegoś nie przewrócą, to te podatki, wodkany w Łodzi spadną, tramwajem spóźnię się gratis, a nie za 90 zł, w podziękowaniu za to, że korzystam z przedsiębiorstwa od którego tylko najstarsza parafia jest w Łodzi starsza. Zakładam też całkiem poważnie, że prędzej parę osób na Bałutach dostanie dach nad głową, a nie zadaszona zostanie Piotrkowska, bo jednemu z wiceprezydentów trymowanie mokło w ogródkach, że nie zostanie postawiony jednorożec z żywicy epoksydowej, tylko dlatego, że obiecałam to Łodzianom- słowo wyższe niż pieniądze, zwłaszcza budżetowe.
PiS ma bowiem to do siebie, że spełniło oczekiwania nie tylko zwolenników, ale nawet wrogów. Sędziostwo, które chciało się poczuć środowictwem, nie poczuło się, a przynajmniej nie na miarę wymarzonych rozczarowań, sodomici jeszcze gdzie nie gdzie mogą liczyć na bicze wodne, turystyka islamistów i aborcjonistów, aż tak jak by się tego obawiano nie spełniła się, VAT jest nieco bardziej uregulowany i podobno multikulti sięgnęło głównie bruku i innych branż budowlanych. Chcącemu bowiem nie dzieje się krzywda.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 15. października 2018 r.

piątek, 12 października 2018

A jednak się nie da

Witam, 
Na stronie 48 dzisiejszego, nr 238, wydania Express Ilustrowanego umieszczona jest całostronicowa reklama pn. Komunikat Sekretarza Miasta Łodzi (z użyciem Herbu Miasta Łodzi) informująca w trybie oficjalnym, a jednocześnie patetycznym, że urzędująca Prezydent Miasta Łodzi pani Hanna Zdanowska, teraz i w przyszłości, może sprawować urząd Prezydenta Miasta Łodzi.
            Potwierdzać miałaby to opinia prof. dr. hab. Mariusza Jabłońskiego, konkretyzująca:
1. może kandydować;
2. może pełnić tę funkcję (w razie uzyskania mandatu);
3. może otrzymywać wynagrodzenie prezydenta miasta.
                                             
            Opinia tegoż specjalisty załączona jest w 22. stronicowym dokumencie do stosownego komunikatu na lodz.pl/opinia, wraz z analogicznymi opiniami prof. dr. hab. Marka Chmaja oraz dr. hab. Sabiny Grabowskiej.
            Istotą wszystkich tych opracowań jest błąd w założeniu:
- konkluzji bezwarunkowej kolizji przepisów art. 11 § 2 pkt 1 Kodeksu[1]                                  z przepisem art. 6 ust. 2 ust. prac.;[2]
- ograniczenia oglądu krajowej legislacji do Konstytucji RP i ustaw, w których unormowaniach upatrzono kluczową kolizję, ze szczególnym pominięciem ustawy ustrojowej, tj. ustawy z dnia 8. marca 1990 r. o samorządzie gminnym (ust. sam.);
- konieczności rozległego posiłkowania środkami ad lucas, tj.:
regułami kolizyjnymi, wykładnią, orzecznictwem (w tym międzynarodowym).
                Niewyłożonym błędem jest alienacja opracowań od kwestii konsekwencji ewentualnej dopuszczalności stwierdzanych możności.
            Fundamentalnym błędem jest konkluzja kolizji.
                Kolizja norm zachodzi, gdy takowe odrębne, równie szczegółowo, ale sprzecznie wynikowo, regulują ten sam potencjalny stan faktyczny.
            W przypadku potencjalnej reelekcji Hanny Zdanowskiej jako Prezydent Miasta Łodzi i takowej skutku co do jej prawnie dopuszczalnej aktywności urzędniczo-politycznej, podkreślanej kolizji nie ma.
            27. września br. Hanna Zdanowska, urzędująca PrMŁ i kandydat do tej funkcji w wyborach zarządzonych na 21. bm. została prawomocnie skazana na karę grzywny za przestępstwo publicznoskargowe. Jest zarejestrowanym kandydatem na Prezydenta MŁ w wym. wyborach i brak jest znanych przesłanek wykluczających jej bierne prawo wyborcze, w szczególności z art. 11 § 2 pkt 1 Kodeksu, gdyż ciążący na niej wyrok nie zawiera się w wymienionych w tym przepisie.
            Nie istnieje w obowiązującym prawie przesłanka pozytywna biernego prawa wyborczego, tu zdatna do określenia jako zdolność objęcia stanowiska urzędowego prezydenta miasta w razie wyboru do tej funkcji. Nie ma więc zakazu, poza przeciwwskazaniem moralnym, do kandydowania do tej funkcji, choćby oczywistą była niemożność zawarcia umowy o pracę na stanowisku samorządowym prezydenta miasta (art. 6 ust. 2 w zw. z art. 4 ust. 1 pkt. 1 lit. c ust. prac.).
            Kodeks, ani ust. o prac. nie wymuszają samoistnie by ważnie wybrany prezydent miasta został pracownikiem samorządowym. Z ust. sam. jednak prezydent miasta wykonuje swoje zadania przy pomocy urzędu, którego jest kierownikiem (art. 33 ust. 1 i 3 ust. sam.). Jako kierownikowi urzędu, bezpośrednio podlega mu m. in. sekretarz miasta (art. 5 ust. 3 ust. prac.), stosunek podległości jest przy tym stosunkiem służbowym (art. 33 ust. 5 ust. sam.) , jeżeli w strukturze urzędu, to stosunkiem międzypracowniczym.
            Teoretyczne, jednoczesne funkcjonowanie Prezydenta nie kierującego urzędem, któremu nie podlega choćby sekretarz i urzędu, którym nie kieruje ustawowy kierownik jest:
nierokującym nadziei na szybką poprawę i najpewniej rokującym przedłużanie się stanem braku skuteczności w wykonywaniu zadań publicznych przez organy miasta.
Stąd: Prezes Rady Ministrów, na wniosek MSWiA, najpewniej zawiesi organy miasta i ustanowi zarząd komisaryczny na okres do dwóch lat, nie dłużej jednak niż do wyboru rady oraz prezydenta na kolejną kadencję. (art. 97 ust. 1 ust. sam.).
                Przywoływane i reklamowane przez UMŁ opinie są co do zasady bezprzedmiotowe, zaś konkluzja dopuszczalności pobierania wynagrodzenia PMŁ przez H. Zdanowską w analizowanej sytuacji sprzeczna z obowiązującym prawem, gdyż brak innej podstawy budżetowej wynagradzania prezydenta miasta z innej pozycji budżetowej niż stosunek pracy z urzędem (art. 8 ust. 1 ust. prac.).
A tak już mniej opiniowo. Ciekawe jaka 'strona' w całości pokryła koszty tej reklamy na całą tylną stronę? Czy Sekretarz Barbara Mrozowska-Nieradko pamięta co oznacza poświadczanie w dokumencie nieprawdy co do okoliczności mającej znaczenie prawne? Czy Ryszard Kalisz czuje się jeszcze kompetentny wykonywać zawód uznając, że 'pani Zdanowska nie jest pracownikiem, tylko organem władzy'? Znając poczucie humoru pana mecenasa, być może pojęcie pracownika łączy z pracowitością, a organu z ... organem. Jeżeli Katarzyna Lubnauer, jako matematyk zechciała coś z ogólniejszej logiki, to nie PiS nie ma żadnych szans w Łodzi, tylko Koalicja Obywatelska ma szanse wyłącznie z użyciem Hanny Zdanowskiej i to wyłącznie dlatego, że długo zdaje się być słyszana. (tezy cyt. Express str. 6).
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 12. października 2018 r.



[1] Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeks wyborczy;
[2] Ustawa z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych;

środa, 3 października 2018

Chwina moment nieuwagi

Witam,
Tytułowy moment nieuwagi profesora Stefana Chwina, zawodowego intelektualisty liberalno-demokratyczno-lewicowego, trwał stosunkowo długo, gdyż 15 lat. Rozlegle i nudno rozżalił się na łamach poprawnego do skrajności tygodnika Przegląd nad skandalem, że społeczeństwo zrobiło w krowę liberalno-demokratyczną inteligencję. Zawsze mówię, że przymiotniki są bardzo ryzykowne, bo osłabiają powagę rzeczownika (no nie zawsze, ale gdy już sam rzeczownik jest 'ryzykowny', to już na pewno). O uprzymiotnikowaniu demokracji już coś było. Teraz okazało się, że w pełnym równości świecie demokratycznym, inteligencje też mogą być 'nieco bardziej', taka np. 'liberalno-demokratyczna', a kiedy jeszcze lewicowa, to już naturalny sokrateizm pisarza z Gdańska (nie Grass, ale podobnie w Polsce, jako załączniku do Europy zakochany) aż drży z uniesienia.
Warto jednak przebrnąć marudzenie refleksyjnego eseisty, by dowiedzieć się, że arystokraci demokracji przez moment nieuwagi przez pomyłkę czasem powiedzą prawdę. A no gorzką, a no taką, że tak całkiem wyrolować, cyt.: najważniejszej normy polskiego ducha, czyli normy niepodległości (kc) się nie dało.
Generalnie daleko w tym rozległym wywiadzie z R. Walenciakiem (może nie wywiad nawet, tylko wypełnianie mówcy chwil na oddech) do jakichś nowości, ale warto ujrzeć, że nawet mędrcy z krainy 'demokracji', w której głos normalnych ludzi uważa się za subiektywne odczucie rzeczywistości społecznej, czasem zupełnie odklejone, bywają sfrustrowani przejrzeniem ich cwaniactwa. 
Literat czuje się bowiem zdumiony po prostu tym, że akceptacja wejścia do UE wyrażona w zamierzchłym referendum unijnym (zaznaczam, że najmłodsi, którzy wtedy głosowali mają już Chrystusowe lata), wynikła z przyczyn technokratyczno- unijnym. Skandal na miarę Obrony Poczty Polskiej we Frei Stadt Danzig wynika z tego, że społeczeństwo zwykłe nie poszło do Unii z 'najpiękniejszego' uwielbienia dla gender, zapomnienia o mitach niepodległości, pogardy dla seksualnych lęków katolicyzmu, a najbezczelniej dla zachodnich standardów gospodarczych. To 'my', strona liberalno-demokratyczna wyobrażaliśmy sobie, że mamy społeczeństwo obywateli Europy, a tu zaraz, zaraz... 'masa ludzi' chce dobrej zmiany, ale tutaj, bez kursowania na zmywak. 
I jesteśmy u źródła: DEMOKRACI 'wyobrażają' sobie społeczeństwo, są zdegustowani masą ludzi.
W jeszcze jednym stary Chwin ma rację wszystko rozgrywa się w ludzkiej głowie. Czego nie ruszy, to sprowadza się do edukatorów seksualnych. Zaczyna od gender i zmian płci, a kończy na tym gdzie świat normalny zaczął, na oburzeniu tym, że Adam i Ewa, nadzy w Raju, archetyp małżeństwa, działają jeszcze na 7 mln Polaków. Cienko u Pana z liczeniem, no ale eseje nie powstają na kalkulatorze.
Bogu dziękuję, że choć jestem nieco młodszy od gdańskiego bursztynu, to owszem zastanawiałem się dłużej niż zwykle jak głosować w czerwcu 2003 r. Uważałem, że w unormowanej, stałej współpracy celnej, jakościowej, surowcowej, energetycznej, analogicznej do EWG, Polska uczestniczyć powinna. Wiedziałem jednak, że Schumana, Adenauera, a nawet Kohla czy Chiraca raczej tam już nie będzie, prędzej przedstawiciele licznego Narodu z maleńkiego azjatyckiego Państwa, więc jeśli centrum i tak ma być w USA, to NATO wystarczy. Głosowałem więc NIE i żadne Chwiny dziś mi nie powiedzą, że nie chcąc pederastów i kwot uchodźczych, chciałem kwot dotacyjnych. Jednoznacznie piszę, nikt nie robi Polsce grzeczności współpracując z Nią gospodarczo jako najznaczniejszym Państwem międzymorza i nikt mi nie będzie dyktować, jakie normy obyczajowe i intelektualne są nowocześniejsze od Dekalogu i  scholastyki.
A jeśli ktoś się obawia, że jak się Timmermansy i inne Guy'e obrażą i trzeba będzie oddać subwencje, to przypominam, że żaden z członków starej Unii nie wywiązał się z umów sojuszniczych w 1939 r., a centrum ekonomiczne UE stanowią Niemcy i Francja ze spadkiem Vichy, więc że tak powiem zaliczka reparacji byłaby wpłacona.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 3. października 2018 r.

czwartek, 27 września 2018

Komu więcej dano, więcej wymagać będą

Witam,
Dziś Sąd Okręgowy w Łodzi skazał prawomocnie w drugiej instancji za banalne przestępstwo formalnego fałszu w dokumencie, na niską obiektywnie karę grzywny. Fałszu w dokumencie bankowym, ale który podobnież nie zaskutkował (dotąd) wyłudzeniem.
Wyrok jakich wiele, ale skazana... Jakich niewiele. Sama dwukadencyjna prezydent Miasta Łodzi (za popełnienia poseł PO), na dziś stwierdziła dodatkowo, że na tyle mało znana jest w samym Mieście, którego jest prezydentem, że warto poświęcić jeszcze cztery lata na poinformowanie o sobie w rozrzucie nieco odleglejszym niż Piotrkowska i satelity.
Adwokat wyłożył przed rozprawą wszystkie asy z obszernych rękawów, jakby chodziło co najmniej o działalność na 'całkowity koszt strony sowieckiej', a nie zwykły szwindel dla konkubenta (jak w co niektórej kamienicy tego pięknego Miasta). Proponował oczywiście zawieszenie rozprawy, 'aż Luksemburg się wypowie', wyłączenie Sędziego, jakoby delegowany mógł nie rozpoznać niuansów, jednak nic z tego (poza autopromocją pana mecenasa). Skazana, znana z raczej mało wnikliwych analiz intelektualnych, zechciała odnieść się do wyroku słowami, że 'nic złego nie zrobiła', 'gdyby nie była prezydentem nie było by procesu' itd. i oczywiście złoży kasację do SN, a w razie czego odniesie się do ETPC w Strassburgu. Patrząc na rozległość perspektyw, pani prezydent, pani urojona pierwsza prezes i strassburgscy specjaliści od praw pederastów i ateistów mają znów po co używać kalendarzyków.
Lokalni mędrcy od tego by prawo bezprawiem było, a moralność dorastała do standardów nowoczesnej demokracji doszli do ekspertyzy na miarę Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, że skazany prawomocnie na grzywnę może kandydować na urząd prezydenta Miasta, wybrany objąć tenże (w tym wypadku nie wypuścić), a gdy obejmie kasę brać (nazwijmy oficjalnie 'zapracowaną zarabiać').
Pewnie może. Nikt nie odpowiedział jednak na pytanie: czy musi?
Śp. Jerzy Dunin-Borkowski, gdy MiejskoGminna Rada Narodowa zaprosiła Go do upaństwowionego Pałacu Radziwiłłów w Nieborowie, zapytał w drzwiach czy mogę wejść? Zapewniany przez PZPR-owskich dygnitarzy, że oczywiście, odpowiedział nie was pytam swołoczy, sumienia pytam.
Już czas jakiś temu dziwiłem się średniowiecznie, że wątpliwe jest dla mediów, że prezydent podpisała lewy kwit partnerowi, a nie że prezydent(a) ma 'partnera'. Dziś nie dziwi mnie, że chce kandydować, objąć i inkasować, bo kredyt trzeba spłacać. Nie dziwi mnie, że twierdzi, że nic złego nie zrobiła, bo przekonanie o pochodzeniu od małpy wyklucza mit o owocu z drzewa poznania dobra i zła. Nie dziwi mnie demokratyczny bełkot, że chce się poddać kolejnej ocenie Łodzian, bo demokraci wiedzą, że tylko oni by na siebie nie zagłosowali. Dziwi mnie, że nikt jej tego nie odradza, ale jej zastępcy nie Baldwin, a ona nie Edward VIII, który zresztą zrezygnował przed, a prezydenta ani po, ani zamiast. Demokracja wszakże nie monarchia, żeby liczył się głos jakiegoś ludu.
Jak wspominam nieraz za Pirandello'em: [nie] jest tak, jak się Państwu ZDA-je.
Powodzenia,
Łódź Bałuty, 27. września 2018 r.